Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja latynoamerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja latynoamerykańska. Pokaż wszystkie posty

1930; Wciąż te same widzenia





        Nie szukałem niczego i nikogo szukałem wszystkiego i wszystkich. Kto mnie prowadził co mnie wiodło tędy:
        gęstwina białych dzwonnic i błękitnych kopuł mury w kolorze zaschniętej krwi rozmaitość architektury;
        festyn form skamieniały taniec pod chmurami co stają się i ze sobą rozstają nieznużone w stawaniu się zawsze w drodze ku swym przyszłym kształtom;
        kamienie o barwie ochry poryte tatuażem jakiejś gniewnej gwiazdy kamienie obmyte w księżycowej wodzie;
        parki i placyki dostojne gromady rozśpiewanych topól i lakonicznych wiązów dzieci-wróble i dzieci-cenzontle;
        korowody starców niczym rozszeptane ahuehuetes a także inni  worki kości rozsypane po ławkach i wszyscy trzęsący się z zimna pod wielkim słońcem płaskowyżu pod paterą żaru;
        ulice co się nie kończą ulice przemierzane tak jak się czyta książkę lub błądzi palcami po ciele;
        mikroskopijne patia wiciokrzewy i kipiące z werandy rozrosłe geranium rozwieszona na sznurach bielizna — niegroźna zjawa wydęta na wietrze wśród zielonych wykrzykników papug o siarczanych oczach i nagle — wąski strumyczek światła: śpiew kanarka;
        niebiańskie gruchanie i kantyny rodem z włoskich miasteczek zapach trocin na podłodze z cegły lustrzana lada — dwuznaczny ołtarz gdzie w głębi kolorowych butelek śpią zakorkowane fluidy zdradzieckich mocy;
        jarmarczna buda brzuchomówca i jego jaskrawe kukiełki anemiczna tancerka tłusta piskliwa kokietka o przekwitłych kształtach zalotnik z niewyparzonym językiem;
        ludowe święto i stoiska ze smażonym mięsem gdzie kapłanki o cynamonowych oczach wśród rozżarzonych węgli i drażniącej woni dymu odprawiają zaślubiny substancji i przemienienie smaków zapachów podczas gdy ich ręce siekają mięso posypują solą i białym serem zielonkawe liście nopalu zraszają sałatę darzącą spokojnym snem mielą słoneczne ziarno kukurydzy błogosławią naręcza połyskliwych chile;
        owoce i słodycze złocące się stosy mandarynek i tejocotes bananów ciemnożółte kopce orzechów i orzeszków ziemnych wulkany cukru wieżyczki sezamu przezroczyste piramidy kokosowych ciastek z domieszką kaktusowej miazgi cała ta miniaturowa topografia masywów ziemskich smakowitości wojskowy obóz łodyg trzciny cukrowej ułożonych w rzędy białe owoce jicamy obleczone w czarne ziemiste tuniki dojrzałe cytryny i cierpkie limonki: nagły prześwit świeżości w śmiechu kobiet kąpiących się w zielonej rzece;
        papierowe girlandy i trójkolorowe chorągiewki tęczowe witryny z zabawkami wizerunki Najświętszej Panienki z Guadelupe i innych świętych obrazki przedstawiające męczenników bohaterów mistrzów sportu i gwiazdy ekranu;
        olbrzymi plakat z zapowiedzią najbliższej premiery a obok zatoka ekstazy — szeroki uśmiech aktorki gołej i okrągłej jak księżyc turlający się po tarasach na dachach domów skąd wślizguje się pod prześcieradła i rozpala pożądliwe wizje;
        grupki i stada młodych a także samotni rozbitkowie staruchy i starcy — gałęzie odrąbane od drzewa stulecia;
        koniki i ta rżąca muzyczka muzyczka wiruje w mej głowie jak wers niekompletny który szuka rymu;
        na zakręcie ulicy bez powodu tak sobie niczym wtargnięcie morza albo rozkołysanie łanów kukurydzy jak przebicie się słońca przez chmury — radość fontanna ulotnego szczęścia: ach! być po prostu żywym rozłupać granat tej właśnie godziny i wysysać zeń pestka po pestce;
        zmierzch jak łódka co wciąż się oddala lecz nie wsiąka w horyzont niezdecydowany;
        światło zakotwiczone w przedsionku świątyni powolne nawroty zwyciężonej chwili szlifują każdy kamień każdą krawędź i każdą myśl aż wszystko się rozproszy i stanie niewzruszenie przejrzyste;
        dawna blizna znienacka się otwiera: drążenie kropli wypalona bruzda co pamięć wytrawia czasem czasem bez twarzy przeczuciem wymiotów i upadku czasem co odszedł i teraz powraca czasem co nigdy nie odszedł i trwa tutaj od samego początku parą oczu schowanych w głuchym kącie bytu — świadectwem narodzin;
        nagły wybuch nocy wymazuje domy i twarze z czarnego atramentu wylewają się trąby i kły macki i żądła przyssawki i lancety — noc odmawia różaniec kakofonii;
        noc — wylęgarnia szeptów dobiegają skądś głosy kobiet niewyraźny gąszcz liści poruszanych wiatrem;
        ostre światła samochodu tną przeciwległą ścianę światło — cięcie sztyletem światło — bluzg wypluta relikwia;
        widmowa twarz starej kobiety która zamykając okno przeżegnała się szczekanie pokutującej duszy psa w jakimś zaułku niczym rana co się zaognia;
        zakochane pary na ustronnych ławkach lub na stojąco w wykrotach bram czworo ramion tworzących pętlę rozpłomienione drzewa w których odpoczywa noc;
        pary — lasy żarliwych kolumn osłoniętych oddechem spragnionego zwierzęcia o tysiącu oczu i tysiącu dłoni z jednym tylko obrazem utrwalonym w mózgu;
        zastygłe pary sunące w bezruchu z zamkniętymi oczami bez końca tak lecą w głębię samych siebie;
        nieruchomo wiruje wydobyty z warstw czasu młodzieniec i wyskakuje mi z głowy teraz kiedy piszę;
        i znowu rusza w drogę wielojeden w swoim samoświecie przez ulice i place rozsypujące się pod dotknięciem słowa;
        i znowu znika w poszukiwaniu wszystkiego i wszystkich niczego i nikogo




Octavio Paz

przekład Krystyna Rodowska

20. [Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy...]




Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.


Pisać na przykład: "Noc jest gwiazd pełna,

i drgają błękitne gwiazdy w oddali". 


Nocny wiatr krąży w niebiosach i śpiewa.


Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Kochałem ją i czasami ona też mnie kochała.


W takie noce jak ta miałem ją w ramionach.

Całowałem ją tyle razy pod niebem nieskończonym.


Kochała mnie, czasami ja też ją kochałem.

Jakże nie było kochać jej wielkich oczu zapatrzonych.


Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Myśleć, że jej nie mam. Żałować, że ją straciłem.


Słuchać tej ogromnej, bez niej jeszcze ogromniejszej.

I jak rosa na łąki wiersz na serce spada.


Cóż, kiedy miłość moja nie mogła jej zatrzymać.

Noc jest gwiazd pełna, a jej nie ma przy mnie.


To wszystko. Gdzieś w dali ktoś śpiewa. Gdzieś w dali.

Moja dusza nie chce się pogodzić z tym, że ją straciłem.


Jakby przybliżyć ją chciały, szukają jej moje oczy.

Moje serce jej szuka, a jej nie ma przy mnie.


Ta sama noc jak dawniej bieli te same drzewa.

My, tamci z dawna, już nie jesteśmy ci sami.


Już jej nie kocham, na pewno, lecz jakże ją kochałem.

Mój głos szukał wiatru, aby jej słuchu dotknąć.


Z innym. Będzie z innym. Jak przed moimi pocałunkami.

Jej głos, jej ciało pełne światła. Jej oczy bezgraniczne.


Już jej nie kocham, na pewno, ale chyba ją kocham.

Tak krótka jest miłość, a tak długie zapominanie.


Że w takie noce jak ta miałem ją w ramionach,

moja dusza nie chce się pogodzić z tym, że ją straciłem.


Chociaż to byłby ostatni ból, jaki mi sprawia,

i ostatnie wiersze, jakie piszę dla niej.




Pablo Neruda

przekład Jan Zych

Adrogué




Nikt się nie trwoży w noc nieprzeniknioną,

Że się zatracę pośród kwiatów czarnych

Parku, gdzie tajny układ, sprzyjający

Tęsknym miłościom, melancholiom parnym,


Sennym wieczorem, zawierają zgodnie —

Ptak, co te dźwięki stroi czyste,

Wnętrze altany, dźwięczne rondo wody,

Zmurszały posąg i ruiny mgliste.


W tej pustce ciemnej brama powozowni

Skrzypiąc, zaznacza drgające granice

Świata, co w kurzu zasnął i w jaśminie,

Julio Herrerą, Verlaine'em wymowny.


Apteczną wonią sycą cień wśród liści

Eukaliptusy: ten pradawny zapach

Jest poza czasem i poza dwuznaczną

Misją języka. W nich się spokój ziścił.


Krok mój niepewny, lecz wreszcie natrafił

Na próg z mych marzeń. Jego zarys ciemny

Taras podkreśla, mozaiki kwadraty

Błyszczą od kropel, co spod gryfa zbiegły.


A tam, za drzwiami, śpią na zawsze wszyscy

Ci, co na mocy serdecznego omamu

Są w państwie cienia żywymi władcami

Chłonnego Wczoraj, skąd nas śledzą bliscy.


Znam każdy przedmiot, cały ten dom stary,

Wiem, gdzie się miki pasemko rozżarza

Na tle kamienia, który się powtarza

Nieustająco w zwierciadłach ściemniałych.


Znam wielką głowę lwa, co gryzie obręcz,

Witraże okien płonące barwami,

Które urzekły mnie, dziecko, cudami

Świata zieleni i światła w cynobrze.


Nietknięci śmiercią, odporni na zmiany

Trwają gdzieś przecie i trwają ich dzieje,

Lecz to się zdarza, kiedy nas obejmie

Ów czwarty wymiar, pamięcią nazwany.


W pamięci bowiem, w pamiętaniu tylko

Trwają te patia, aleje, zakręty.

Przeszłość ich strzeże w swym zaklętym kręgu,

Gdzie wschód i zachód są tą samą chwilką.


Jak mogłem stracić dokładnie poznany

Porządek skromnych i drogich mi rzeczy,

Dziś niedostępny jak zapach przedwieczny

Róż w głębi raju, który Adam chwalił?


I żal najstarszy, z elegii zarania,

Dręczy mnie skrycie, gdy ten dom wspominam.

I nie pojmuję, że czas wciąż upływa,

Ja — cały z czasu, krwi i umierania.



Jorge Luis Borges

przekład Krystyna Rodowska



Adrogué - miejscowość letniskowa pod Buenos Aires w czasach dzieciństwa Borgesa; miejsce, gdzie autor spędzał wakacje. (Przyp. tłum.)

Granice




Istnieje pewien wers Verlaine'a, którego nie zapamiętam,

Istnieje niedaleka ulica, która jest wzbroniona mym krokom,

Istnieje lustro, które mnie widziało po raz ostatni,

Istnieją drzwi, które zamknąłem aż do końca świata.

Wśród książek z mojej biblioteki (właśnie je przeglądam)

Istnieją takie, których nigdy nie otworzę.

Tego roku skończę pięćdziesiąt lat;

Śmierć mnie wyniszcza bez przerwy.



Z "Inskrypcji" [Montevideo 1923)

Julia Platero Haedo




Jorge Luis Borges

przekład Zofia Chądzyńska

Pilny list do Stwórcy świata




Na nieszczęście, Boże,

na nieszczęście dla ciebie,

nie istniejesz.

Bo gdybyś istniał,

wmieszano by cię do tego plugawego interesu.

Ryzykowałbyś wiele.

Osądziliby cię w Norymberdze

jako zbrodniarza wojennego

obok innych niewinnych twoich stworzeń

narodowości niemieckiej

i jako głównego przestępcę,

wilka pośród wilków.

Jedynie papież Pius XII

(zawsze taki pobożny, zgodnie z przybranym imieniem),

miękki wobec nazistów,

zapewne z czystej dobroci serca,

łagodny sojusznik spraw spod ciemnej gwiazdy,

             byłby twoim obrońcą.

Odżegnałbyś się — jestem o tym

                                                     osobiście przekonany — 

od filozofii tomistycznej,

wymachując

legitymacją komunisty uprzednio głęboko schowaną

i stworzyłbyś w Auschwitz

wspaniałą komorę gazową

z dodatkowym krzyżem pośrodku,

by dopełnić autoegzekucji

i samemu się ukrzyżować na oczach świata

z haniebną żydowską gwiazdą

zawieszoną u szyi.



Cóż za powtórka z Golgoty, mój Boże!



Cóż za zwieńczenie Nowego Testamentu!



To tylko jest piękny sen,

ale chętnie

obróciłbym dłoń z kciukiem ku dołowi

w twojej obecności,

albowiem, nawet nie istniejąc,

naprawdę Ty odpowiadasz za to wszystko

i właśnie dlatego

— jak powiedział chyba pewien Rosjanin — 

ponieważ dopuściłeś się nieprawdopodobnej podłości

nieistnienia,

wszystko jest dozwolone.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Ulisses




Prostoduszny egzegeta zakłada,

że znakiem szczególnym Odysa jest podróż.

             Każdy kierowca taksówki

czy ciężarówki

byłby zatem Ulissesem.

             Znakiem Odysa,

Juana czy Ulissesa

nie jest podróż,

lecz powrót.

             Chodzi o to, by powrócić

wbrew przestrzeni,

wbrew czasowi,

do pewnego punktu,

o którym nie śniło się psychoanalitykom.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Spot




Koniec świata już bliski.

Jesteście zaproszeni na wielkie show,

wejściówki są za darmo.

Nie musisz się tam wybierać:

zginiesz na miejscu

z całą swoją rodziną.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Najpiękniejsza




              A gdyby nawet któryś z aniołów

              przycisnął mnie nagle do serca: musiałbym umrzeć

              od jego silniejszej istoty.


              "Pierwsza Elegia"



              I znowu Rilke:



Posłuchaj mnie, moja śliczna:

nie znoszę twojej miłości.

Spójrz na mnie i zauważ, jak bardzo

twoja miłość mnie kaleczy i niszczy.

Gdybyś była choć trochę mniej piękna,

gdybyś miała jakiś defekt na ciele,

któryś palec widocznie kaleki,

coś szorstkiego w głosie,

jakąś bliznę niewielką nad ustami

podobnymi do ruchliwego owocu,

jakieś piegi na duszy,

jakąś oczywistą niedoróbkę

w zarysie uśmiechu,

potrafiłbym cię tolerować.



Lecz twoja uroda jest nieubłagana,

moja śliczna,

nie zna wytchnienia

jej raniące światło

gwiazdy wciąż niepochwytnej

i doprowadza mnie do rozpaczy świadomość,

że okaleczona, byłabyś jeszcze piękniejsza,

niż pewne posągi.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Na pohybel Grekom




Nic nie płynie.

Nic nie jest nieruchome.

Wszystko trwa

między nieruchomością a biegiem rzeczy.



Podstępnym żółwiem jest Achilles.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Miłość jest czym innym, panowie




Od dzieciństwa, panowie,

wzrastamy w przekonaniu,

że miłość jest rzeczą pozytywną,

zapisaną w jedenastozgłoskowcach.



Ale miłość jest zupełnie czymś innym,

ma piersi ropuchy

i skrzydła wieprza.



Miarą miłości jest nienawiść.

Można ją wyczytać między wierszami.

Miłość mierzy się na banały,

na metry bieżącego szaleństwa.

Wszelka miłość jest marzeniem

— marzeniem z czystego srebra —

marzeniem kogoś umierającego.

Miłość: to drzewo rodzi owoce

rumiane tylko wtedy, gdy zasypia.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Heliocentryzm i astronomowie




Wiadomości przychodzą do nas z dużym opóźnieniem:

światło Słońca dociera do Ziemi

z gwiazdy, która już znikła.

Słońce jest widziadłem,

fantomem gwiazdy

martwej w czasach bardziej niż zamierzchłych,

w odległościach, które da się zmierzyć wyłącznie w parsekach

i w innych jednostkach stosowanych przez astronomów,

pocieszających się z powodu bezsilności swoich zmysłów.



Słońce zawsze było największą gwiazdą

naszego kosmosu,

choć czasem można było zasłonić je palcem.

Słońce żyło na obrzeżach obrzeży,

w najdalszym punkcie olbrzymiego ziarenka soczewicy.

Jego światło dociera do nas późno,

lecąc na wysokościach, a nam się wydaje

Słońce gwiazdą-karzełkiem, malutkim jak palec.



Jednak sprawy się mają inaczej.

To był największy z wielkich żyrandoli

i chociaż tak odległy, on tam w górze świecił

najbardziej okazale na naszych oczach.

Dlatego, czyż nie tak? Jesteśmy śmiertelni.

              Wiadomości przychodzą do nas z dużym opóźnieniem

              i ogrzewa nas martwa gwiazda

              swoim martwym światłem.





Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Na mokrej ścieżce




Na mokrej ścieżce wyżłobionej w skale,

po której dziewczyny z dzbanami na głowie

      chodzą tam i z powrotem,

zwieszały się liany jak włosy lub żmije

i coś z magii wibrowało w powietrzu.

A w dole

       laguna koloru cytryny

             błyszcząca jak jadeit.

Nad wodą unosiły się krzyki

i ciała barwy gliny nurzały się z pluskiem.

      Coś z magii wibrowało w powietrzu.

Dziewczyny z dzbanami wędrowały tam i z powrotem,

śpiewając pradawną pieśń o miłości.

Te, co szły pod górę, były jak posągi,

czerwone amfory wzorzyste

       na ciałach w kształcie amfory.

Te, co schodziły, zbiegały w podskokach jak łanie,

a wiatr im spódnice otwierał jak kwiaty.



Ernesto Cardenal

przekład Krystyna Rodowska

Ekspansja




             Dokąd zdążają galaktyki?

Prą przed siebie jak dym co się na wietrze rozprzestrzenia.

             Drugie prawo termodynamiki:

nieustanny przepływ światła w ciemność,

       miłości w zapomnienie.

On miał dwadzieścia lat, ona piętnaście, a może szesnaście.

       Iluminacja na ulicach i na niebie. Niebie

       Granady.

              To było ostatnie pożegnanie

kiedy on recytował jej wiersze Nerudy:

       "wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Gwiaździsta jest noc

         i drżą ciała niebieskie w oddali".

Tych dwoje rozstało się na zawsze.

                    Nie było świadka ich pożegnania.

             Dwa kierunki coraz bardziej rozbieżne

niczym planety nabiegłe czerwienią.

I znów pomyślałem o tobie albowiem noc jest gwiaździsta

i spoglądam na gwiazdy błyskające

błękitem w oddali.



Ernesto Cardenal

przekład Krystyna Rodowska

Psalm 1




Błogosławiony człowiek który nie słucha haseł Partii

i nie chodzi na jej zebrania

nie zasiada do stołu z gangsterami

ani z generałami na Radzie Wojennej

Błogosławiony człowiek co nie szpieguje brata swego

i nie donosi na kolegę ze szkoły

Błogosławiony człowiek co nie czyta reklam

i nie słucha ich przez radio

nie wierzy w slogany



              Ten będzie jak drzewo zasadzone przy źródle



Ernesto Cardenal

przekład Krystyna Rodowska

Ogień




Wpatrzony w drewno trawione iskrami

niknące w rozbłyskach

a potem w dym coraz lżejszy

ujrzałeś własne życie w trzaskającej ciszy



Zapytałeś siebie czy kogoś ogrzało

czy poznało jakiś przejaw ognia

czy płonęło i czy było mu danym

objawić się komuś w całej płomienności



Inaczej wszystko byłoby na próżno



Nie będzie przebaczenia dla dymu popiołów

gdyż nic nie wskórały przeciwko ciemności



— jak drewienko co tli się w opuszczonym domu

lub w jamie zamieszkałej przez umarłych



José Emilio Pacheco

przekład Krystyna Rodowska

Agnus Dei




Ziemski horyzont

                                 gwiazdy ziemskie

Połykane łzy i płacz powściągany

Usta wypluwające ziemię

                                 chwiejące się zęby

Ciało które jest tylko workiem ziemi

Ziemia do ziemi — ziemia pełna dżdżownic



Nieśmiertelna dusza — duch przyziemny.



Baranku Boży który gładzisz grzechy świata

Powiedz mi ile jabłek jest w ziemskim raju.



Baranku Boży który gładzisz grzechy świata

Powiedz mi proszę która jest godzina.



Baranku Boży który gładzisz grzechy świata

Daj mi swoją wełnę na sweter.



Baranku Boży który gładzisz grzechy świata

Pozwól mi spokojnie cudzołożyć

Nie wtrącaj się do tej świętej chwili.



Nicanor Parra

przekład Krystyna Rodowska

Anty-Łazarz




Umarły nie wstawaj z grobu

nic nie zyskasz tym zmartwychwstaniem

jeden wyczyn

             a potem

                   rutyna ta sama co zawsze

nie urządza cię to stary nie urządza



pycha krew skąpstwo

tyrania erotycznych pragnień

cierpienia z powodu kobiety



zagadka czasu

samowole przestrzeni



zastanów się umarły zastanów

nie pamiętasz już jak to wyglądało?

przy najmniejszym problemie wybuchałeś

bluzgami na prawo i lewo



wszystko ciebie drażniło

nie mogłeś już nawet wytrzymać

towarzystwa własnego cienia



masz złą pamięć stary złą pamięć

twoje serce było wielkim rumowiskiem

— cytuję twoje własne zapiski —

a po duszy nie został nawet ślad



po co więc wracać do piekła Dantego

po diabła powtarzać całą tę komedię?

o jakże boską komedię za dychę

łapać światło odbite w lusterku

zastawiać pułapki na łakome myszy

to byłby doprawdy obłęd



jesteś szczęśliwym nieboszczykiem szczęśliwym

nie brakuje ci niczego w grobie

śmiej się z kolorowych rybek



halo halo — czy ty mnie słuchasz?



któż nie przedłoży miłości do ziemi

nad pieszczoty posępnej prostytutki

nikt przy zdrowych zmysłach

chyba że zawrze pakt z diabłem



śpij spokojnie człowieku śpij dobrze

niech cię nie trapią wątpliwości

gospodarzu i panie swojej własnej trumny

w spokoju doskonałej nocy

wolny od drobiazgów i głupstw

jakbyś nigdy przedtem nie był obudzony



nie zmartwychwstawaj pod żadnym pozorem

nie masz powodu się denerwować

jak powiedział poeta

masz całą śmierć przed sobą



Nicanor Parra

przekład Krystyna Rodowska

Titanic




Nasz okręt tyle razy osiadał na mieliźnie,

że nie boimy się pójść aż na samo dno.

Nie robi na nas wrażenia słowo "katastrofa".

Śmiejemy się z tych, co wieszczą największe nieszczęścia.

Widmowi żeglarze, płyniemy bez końca

ku zjawie portu, co wciąż się oddala.

Brzeg, skąd odpłynęliśmy, zniknął w odległościach.

Od dawna wiemy, że nie ma powrotu.

Jeśli zacumujemy w odmętach nicości,

pochłoną nas żarłoczne wodorosty.

Jedyny cel nasz: żeglować bez końca

w spokoju ducha, aby znów zatonąć.



José Emilio Pacheco

przekład Krystyna Rodowska

Wyspa Świętego Ludwika




Z balkonu

widać most de Tournelle



Jakaś dziewczyna przystaje i patrzy



Płynie Sekwana

Wyspa rozrywa chwilę

biegnącą na spotkanie

swoich własnych wód



Wody z zieloną rzęsą

rozzielenione

zielenią tysięcy pór lata



Dziewczyna odchodzi

Skręca

Tracę ją z oczu

na zawsze



Płonie ta sama róża

w każdej róży

Wody są zbieżne i biegną po sobie

Przyszłość minęła

Czas się rodzi

z jakiejś wieczności która się rozmraża



José Emilio Pacheco

przekład Krystyna Rodowska

Świt ostateczny




Twoje włosy zagubiły się w lesie,

twoje stopy dotykają moich.

Kiedy śpisz, jesteś większa niż noc,

ale twój sen mieści się w tym pokoju.

Jak bardzo jesteśmy w tak skąpym istnieniu!

Ulicą przejeżdża taksówka

z ładunkiem widziadeł.

Rzeka, co dokądś płynie,

                                 zawsze

jest w drodze powrotnej.



Czy jutro będzie inaczej?



Octavio Paz

przekład Krystyna Rodowska