Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja ukraińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja ukraińska. Pokaż wszystkie posty

[Zasnąłem mocno, będąc prosto z drogi]




Zasnąłem mocno, będąc prosto z  drogi,

A chmury szły i z nimi zlatywałem

W ojczyste góry, na pachnące stogi,

Gdzie niegdyś w młodych objęciach  sypiałem.



Nad ranem przebiegł po paryskich dachach

Deszcz i mnie zbudził. I czułem półsenny,

Jak gra mosiężnych parapetów blacha,

Jak bębnią krople po szybach okiennych.



Przez tę muzykę, przez smutne pluskanie

— Ty śpisz? — głos miły przebił się z lat starych,

Błysnął jak słońce na karpackim sianie

Zgubiony sen i opromienił Paryż.




przekład Bohdan Zadura

Elegia 60-tych




Lato pachniało piłką, czarnym bzem, porzeczką,

w przedwieczornych krzakach całowały się pary,

i gdy dojrzałe słońce siadało za rzeką,

pachniały cichym deszczem kamienne trotuary.



Piłka leciała do niebios, nad antenami, lipami,

skórzane i kosmiczne ciało w równej mierze.

Z altan, spod winorośli cherubińskimi szlochami

wunderkind Robertino rozpychał się w eterze.



Mrok nagle zgęstniał, piłka w ciemności topniała,

zapaliły się lampy w ogrodach i na gankach,

i drzew się tajemnicza głębia objawiała,

odzywały się cienie na zblakłych firankach.



Piłka już nie krążyła:

                                  znikła gdzieś daleko.

Czasz przepełnione błękitne wodotryski

pulsowały nad parkiem, gdzie tańce co wieczór,

gdzie nocą karuzele i komety stygły.



Piłka zawisła w górze, i jak morza słone,

jak pustynie piaszczyste, lata się otwierały,

i karuzele skrzypiąc, smutne, opuszczone,

aż do rana się dla nas, jak świt, obracały.




przekład Bohdan Zadura

Koszary




nawet ich nie widzimy i nie wiemy jakie są

przecież przed świtem wybiegamy z nich i wracamy

o północy

pewnie są murowane

jeszcze dziś pachnie w nich końskim potem

i sianem ze stajni husarskiego regimentu

zdaje się że mają kamienne schody

a kiedy skrobiemy ich nieskończenie czarną podłogę

odłamkami szkła i tępymi brzytwami

to jest tak jakbyśmy skrobali grzbiet wielkiego wieloryba

który ugrzązł na mieliźnie

w listopadowej mgle o szóstej rano

rozlega się trąbka pobudki

odrywająca każdego od jego nocnej dziewczyny

i przy chrapliwych pokrzykiwaniach kaprali

druga zmiana zeskakuje na głowy pierwszej

w żaden sposób nie możemy rozewrzeć powiek a dłonie

wciąż jeszcze wyciągają się ku odpływającym dziewczętom

i tak zaczyna się dzień.




przekład Bohdan Zadura

Rozczarowanie




J.A.



Uśmiechnij się, chłopcze, uśmiechnij,

To nie pierwszy raz w życiu przecież.

Znowu stoisz w tym samym miejscu,

Tylko nastrój już całkiem nie ten.

Nic na świecie wszak nie umiera,

Żyje miłość i żyje honor,

I tylko Muzyki chimera

Już nie krąży nad twoją głową.

Już na plecach ci nie przysiądzie,

Z płaczem ci się nie rzuci do nóg —

Rozbita strzałem przysięgi,

Leży

          z twarzą do śniegu zwróconą.

W nitkach szlochu porozrywanych

Zaplątana haniebnie, kona.

I płacze w niebo dzwonami

Notre Dame osierocona.



I duszy twojej gotyk,

Łamiąc strzelisty szpic,

Pod skrzydłem szynelu filcowym

Niespokojnie i trwożnie

                                        śpi...



[1980]



Ołeksandr Irwaneć

przekład Bohdan Zadura

Widok z okna koszar




Śniegiem otruła się planeta...

Ptak zamarznięty spadł na ziemię.

Gdzieś Ukraina się daleko

Śniegów błękitnych tli płomieniem.



Brzeg biały załamuje rzeka,

A nad urwiskiem stromych brzegów

Samotny Pieter Brueghel stoi

Pośród rozpaczy niemej śniegów.



Paleta krągła, jakby z pniaka,

Bladego płótna białość trupia,

A w niej brązowy kontur ptaka,

Który bezgłośnie na śnieg upadł.



Ołeksandr Irwaneć

przekład Bohdan Zadura

[Ani to dobre, ani też naganne]




Ani to dobre, ani też naganne

Po prostu stało się — i kropka.

Cudza żono, cudza kochanko,

Po co ci było mnie napotkać?



Smutek to chwyta, to odpuszcza.

W gwiazdozbiór Ryb oczyma łypie —

Tak przechodzimy to spotkanie,

Jak zwykliśmy przechodzić grypę.



Smutek dopadnie nas i wyżmie,

Zostawi coś na samym spodzie.

To wszystko skończy się za tydzień.

Maksimum za osiem dni może.



I mokry wiatr zetrzemy z czoła,

I jesień z ubrań postrząsamy.

Nigdy już ciebie nie zawołam

...Więc już się nigdy nie spotkamy.



Ołeksandr Irwaneć

przekład Bohdan Zadura