Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Desnos R. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Desnos R. Pokaż wszystkie posty

Tyle śniłem o tobie




Tyle śniłem o tobie, że zatracasz powoli realność.

Obawiam się, że już za późno by sięgnąć po to żywe ciało, całować

      na tych ustach narodziny drogiego mi głosu.

Tyle śniłem o tobie, że ręce obejmujące twój cień i wzwyczajone

      do krzyżowania się na piersiach nie potrafiłyby już może

      nagiąć się do konturów twojego ciała.

I być może, wobec realnej postaci tej zjawy, która dręczy mnie

      i rządzi mną od miesięcy, od lat, sam powinienem stać się cieniem?

O dziwne uczuć balansowanie!

Tyle śniłem o tobie, że chyba za późno już na przebudzenie. Śpię

      na stojąco, z ciałem wystawionym na wszystkie pozory życia

      i miłości, a co do ciebie, jedynej, która liczysz się dzisiaj dla

      mnie, trudniej mi dotknąć twego czoła i twoich ust niż

      pierwszych lepszych ust, pierwszego lepszego czoła.

Tyle śniłem o tobie, tak długo chodziłem, gadałem, spałem

      z twoim cieniem, że pozostaje mi być może tylko, a jednak,

      stać się jedynie duchem pośród duchów i stokroć bardziej cieniem

      niż ten, który przechadza się i będzie przechadzał niefrasobliwie

      po zegarze słonecznym twojego życia.



Robert Desnos

przekład Jerzy Lisowski

Żadna inna nigdy




Żadna inna nigdy choćby gwiazdy i choćby samotność

Choćby jęczały drzewa którym pod wieczór obcinają korny

Żadna inna nigdy nie pójdzie tą drogą która jest moją drogą

Im bardziej się oddalasz tym bardziej rośnie twój cień

Żadna inna nigdy nie powita morza o świcie gdy znużony

      długim błąkaniem się wyjdę z lasów ciemnych i pokrzyw zielonych

      aby iść ku pianom

Żadna inna nigdy nie położy mi ręki na czole ani na oczach

Żadna inna nigdy zaprzeczam kłamstwu wiarołomstwu

Statek zakotwiczony możesz przecinać sznury

Żadna inna nigdy

Orzeł więziony w klatce przegryza powoli zzieleniałe miedziane kraty

Uciec!

Niedziela słowiki śpiewają w jasnozielonym lesie dziewczynki

      nudzą się przed klatką w której się miota kanarek a na wyludnionej

      ulicy słońce z wolna przesuwa wąską świetlistą linię po

      rozgrzanym trotuarze

Przejdziemy inne linie

Żadna inna nigdy nigdy

I ja samotny jak zwiędłe powoje w podmiejskim ogródku jak szkło

I ty żadna inna nigdy.



Robert Desnos

przekład Jerzy Lisowski