Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rilke RM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rilke RM. Pokaż wszystkie posty

Trwanie dzieciństwa




Długie popołudnia dzieciństwa..., wciąż jeszcze nie

życie; wciąż jeszcze rośnięcie,

bólem rwące w kolanach —, bezbronny czas oczekiwań.

A między tym, czym się będzie, być może,

a tą bezbrzeżną przytomnością bycia — : śmierci,

nieprzeliczone. Miłość otacza, zawłaszczycielka,

zawsze skrycie zdradzone dziecko

i obiecuje mu przyszłość; nie swoją.



Popołudnia, gdy zostawało same, z oczyma wytrzeszczonymi

od lustra do lustra; odgadując zagadkę własnego

imienia: Kto? Kto? — Ale Inni

wracają do domu, żeby to w nim przełamać.

Cokolwiek mu okno, cokolwiek droga,

cokolwiek zwierzyła mu w przeddzień

zastała woń szuflady: udaremnią to wszystko, zagłuszą.

Znów ma być ich.

Czepne pędy tak czasem wywikłują się z gęstwy

krzewów, jak przebija się jego pragnienie,

chwiejne, z rodzinnego zwikłania w jasność.

Lecz oni dzień w dzień jego wzrok stępiają o własne

cztery ściany, spojrzenie, które psa oko w oko

wita i z kwiatem co wyższym

pozostaje niemal na równi.



O, jak daleko temu nadzorowanemu stworzeniu

do wszystkiego, co będzie mu kiedyś

cudem albo zagładą.

Wprawia nieletnie siły

do przechytrzania pułapek.



A gwiazdozbiór przyszłej miłości

od dawna przecież już biegnie wśród gwiazd,

jemu pisany. Jakaż pod jego znakiem

serce kiedyś rozedrze mu zgroza,

że zboczy z drogi ucieczki,

by dać posłuch i ulec pogodnemu wpływowi.




przekład Adam Pomorski

Samotność




Samotność jest jak deszcz. Gdy zbraknie słońca,

paruje z morza, wieczór witająca,

z płaszczyzn rozległych opar swój wytrąca

i w niebie wiecznie samotnym osiada.

Z nieba dopiero na miasto opada.



W dwuznacznej porze nagle padać zacznie.

Uliczki w ranek skręcają nieznacznie,

ciała zaś, które nic w sobie nie widzą,

rozczarowane, siebie się zawstydzą;

a ludzie, co się wzajem nienawidzą,

spać muszą razem — jeszcze bardziej sami:



samotność wtedy spływa potokami.




przekład Adam Pomorski

[Wchodź, wchodź...]




Wchodź, wchodź, ostatni z tego, co sądzone,

nieuleczalny bólu w tkankę, w ciało:

w duchu spalałem się, a patrz, jak płonę

w tobie; to drewno tak się opierało,

od twego uchylało się płomienia,

dziś sam go żywię, płonę w tobie wściekle.

Moja się cichość w twojej furii zmienia

ziemska w nieziemską furię, spala w piekle.

Czysty, bez celu, od przyszłości wolny,

na stos się wspinam cierpienia bezładny,

za serca ciche zasoby niezdolny

kupić już sobie z przyszłych rzeczy żadnej.

Czy to ja jeszcze, że poznać nie można —

płonący? W siebie nie zagarniam wspomnień.

O, życie, życie: obczyzno. Ten płomień

i ja w płomieniu. Już nikt mnie nie pozna.




przekład Adam Pomorski