Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poranek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poranek. Pokaż wszystkie posty

Świt na Körúcie








Świt wstawał ślepy, brudny, szary. Spały

Sklepy o szklistych oczach i w parowie

Kamiennych murów wolno kurz wzbijały

Miotły zaspanych stróżów opieszałych,

Zgarbionych, małych, niby koboldowie.



Nagle wśród ślepych murów zapłonęła

Ognista głownia, żar nieba wschodniego:

Na wszystkie szyby ulewa runęła

Słoneczek, rzeka po bruku płynęła,

Milion karatów Światła Bezkresnego.



Ulica lśniła. Chciwie wytęskniony

Akacja piła cudowny eliksir

Złotych promieni, w jej koku zielonym

Z westchnieniem zadrżał blady i zwieszony

Skarb jej wiosenny — kwiatów parę kiści.



Żaden głos jeszcze Światłu nie wtórował,

Wtem barw skowronki radośnie zagrały,

W witrynie krawat zaś zaintonował

Pieśń fioletową, a zaraz bez słowa

Potężne dzwony mu odpowiedziały.



Syrena wyła goniąc do roboty,

Wyjechał tramwaj jęcząc wśród ulicy

I w dnia harówce nikt nie wiedział o tym,

Że jeszcze rzuca pocałunek złoty

Słońce na rękę młodej robotnicy.



Árpád Tóth

przekład Bohdan Zadura

Zorza poranna







Pobudka grała na dziedzińcach koszar

I dmuchał wiatr po latarnianych kloszach.

Była godzina, kiedy sny złośliwe

Targają chłopców za czarniawą grzywę;

Gdy lampa tocząc źrenicą przekrwioną

Od dnia odcina się plamą czerwoną;

Gdy dusza ciałem przywalona sennym

Powtarza walkę lampy z światłem dziennym.

Jak łzy na twarzy, które wietrzyk spija,

Tak drżąc w powietrzu mnóstwo rzeczy mija.

On ma dość pióra, ona — dość kochania.



Tu, owdzie dym się nad domem wyłania.

Płatne kobiety z rozchyloną wargą,

Z siną powieką, śpią tępo i twardo;

Nędzarki, chroniąc piersi chude, zimne,

Dmuchają w palce i w piecyki dymne.

Była godzina, gdy w biedzie i chłodzie

Wzrastały bóle kobiety w porodzie.

Jak spazmy, zanim krew do ust się rzuci,

Pruł szarą przestrzeń z dala śpiew koguci.



Gmachy grążyły się we mglistej toni,

W szpitalach chorzy leżeli w agonii,

Ostatnie w czkawce wydając rzężene.

Nocni birbanci wlekli się jak cienie.



Jutrznia, różowo, zielono ubrana,

Szła wolno, brzęcząc, gdzie pusta Sekwana.

Staruszek Paryż powieki przecierał

pracowicie stos narzędzi zbierał.




przekład Adam Ważyk

Ranek








Ma ranek urok swój

jak z alabastru misa wciąż nietknięta,

kiedy przed tobą stoi

tak świeża, dyszy, pachnie,

więc tylko gołębice dwie

Cisza i Łaska

z niej piją.

Nie płosz ich, odejdź, jeśliś nie jest godzien;

bo tylko czysta dusza, ta doceni

ów czysty, świeży, dziewiczy i święty

urok ranka.



Jaroslav Vrchlický

przekład Leszek Engelking

Elegia




Mroczny jest ranek we mgle; za wąskim portowym ujściem

W bezruchu leży morze pod kotarami obłoków;

Sennie łyskają żagle na widnokręgu odległym,

Jak jakieś wieże miasta u samej krawędzi morza.



Z wolna, cicho i godnie żeglują naprzód w ocean,

A z nimi moje myśli przez bezgraniczne odmęty,

Niesione coraz dalej nienasyconą tęsknotą

Ku Wyspom Hesperyjskim i ku ausońskim wybrzeżom.



Teraz żagli już nie ma, zapadły się w oceanie;

Głębie morskie wchłonęły wieżyce tamtego miasta!

Wszystko zgasło prócz tego, co stoi blisko na redzie,

Na kotwicy, bez żagli, i z mgły wyłania swój ogrom.



Zgasły też ciemne myśli, nienasycone tęsknoty;

Zapłonęły obłoków baszty w oceanie marzeń;

I oto moje serce w cichej stanęło przystani,

Zakotwiczone wiarą, przycumowane miłością!



Henry Wadsworth Longfellow

przekład Juliusz Żuławski