Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewyrażalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewyrażalne. Pokaż wszystkie posty

Wczesne popołudnie




Cicho zieleni się lipa w zaczynającym się lecie

daleko uciekłszy miastom, trzepoce

matowo błyszczy księżyc dnia. Już jest południe

już promień porusza się w studni

już podnosi się spod czerepów

zmasakrowane skrzydło bajecznego ptaka,

i ręka zniekształcona od rzutu kamieniem

opada w budzące się żyto.

Tam gdzie niebo Niemiec ziemię czerni

ich anioł o ściętej głowie szuka grobu dla nienawiści

i podaje ci misę serca.



Garść bólu rozprasza się po pagórku.



Siedem lat później

znów ci przypomni się to

tam u studni przy bramie

nie patrz na samo jej dno

oczy by mgłą ci zaszły.



Siedem lat później

w domu żałoby gwar

podnoszą kaci wczorajsi

złocisty kubek do warg

oczy musiałbyś opuścić.



Już jest południe, w popiele

żelazo się gnie, na cierniu

zatknięto sztandar, na skałach

snu prastarego odtąd zostanie

przykuty orzeł.



Tylko nadzieja przykucnięta ślepnie od światła.

Rozluźnij jej pęta, sprowadź

po stoku w dół, połóż

swą rękę na jej oku, by jej

cień żaden nie spalił.



Tam gdzie ziemia Niemiec niebo czerni

chmura szuka słów i krater wypełnia milczeniem

zanim ją lato w skąpym deszczu usłyszy.



Idzie Niewysłowione, powiedziane cicho, przez kraj:

już jest południe.



Ingeborg Bachmann

przekład Stanisław Jerzy Lec

Ale nie mogę




"A nie mówiłem?" — tyle usłyszysz od Czasu;

Kiedy musimy płacić, Czas tylko zna cenę;

Gdybym mógł Ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.


Nam szuranie zelówek — nie przytup obcasów;

Nam płacz, gdy clown z rechotem wpada na arenę:

"A nie mówiłem?" — tyle usłyszysz od Czasu.


Pusto brzmi wróżba szczęścia, pęka szkło kompasu,

Choć tobie — że mi serce sycisz żywym tlenem —

Gdybym umiał coś zdradzić, zdradziłbym od razu.


Gdzieś jest kolebka wiatru, gdzieś są drzwi do głazu,

Gdzieś powód, że się liście ścielą żółtym trenem;

"A nie mówiłem?" — tyle usłyszysz od Czasu.


Może naprawdę róże rosną bez rozkazu,

Może na serio pragnie trwać to przywidzenie;

Gdybym mógł ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.


Niech nawet lwy się dźwigną i znikną z obrazu,

Niech armie się rozpierzchną, wsiąkną w grunt strumienie:

Czy choć raz coś innego usłyszysz od Czasu?

Gdybym mógł ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.




Czy możliwe, że istnieje coś takiego...




Czy możliwe, że istnieje coś takiego, co chętniej

zamieszkuje w słowach i w zgodzie z nimi

— te chwile szczęścia, które, spotykane w wierszach,

przynoszą szczęście, jakieś światło, co przekracza słowa

i jakby je zaciera — a jest także coś innego,

co wzdryga się przed słowami, przemienia je, niszczy:



tak jakby słowo odrzucało śmierć

albo też jakby pod dotykiem śmierci

gniły nawet słowa?



Philippe Jaccottet

przekład Aleksandra Olędzka-Frybesowa

Oczy




Niebieskie, czarne, piękne i kochane,

Tłum oczu patrzył na zorze, na świty;

Dziś śpią na wieki w grobie pogrzebane,

A słońce toczy swój wóz na błękity.



Słodsze są noce niźli dnie słoneczne,

Zachwyt dla oczu do nieskończoności;

Gwiazdy tak samo znaczą drogi mleczne,

Oczy zagasły na wieki w ciemności.



Ach, czyżby oczy swój wzrok utraciły?

Nie! nie! nie wierzę, że nie widzą one,

One się tylko gdzieś tam obróciły

Do Zakrytego dla nas — za zasłonę.



Wszakże choć gwiazdy giną w nieboskłonie,

Na niebie jednak nigdy nie znikają,

Choć się źrenice zwierają po zgonie,

Kłamstwo, że giną i że umierają.



Niebieskie, czarne, piękne i kochane,

Na innych świtów zolbrzymione dreszcze,

Są otworzone — choć tu pogrzebane,

Zamknięte oczy one widzą jeszcze.



Sully Prudhomme

przekład Hrywicz

Ostatnie pieśni [10]







Zdawało mi się, że mam jej coś do powiedzenia, kiedy oczy nasze się zetknęły po drodze.

Lecz odeszła i oto kołysze się dniem i nocą

Jak próżnująca łódź na fali każdej z godzin

To co miałem jej do powiedzenia.



Jak gdyby się unosiło w chmurach jesiennych w niekończącym się poszukiwaniu,

Jak gdyby się rozchylało w wieczornych kwiatach.

Jakby tych zgubionych słów szukało w świetle zachodu.



Jak świetliki pełga mi w sercu i znaczenie swe próbuje dojrzeć

W zmierzchu rozpaczy

To co miałem jej do powiedzenia.



Rabindranath Tagore

Źródła światła




Spójrz jak kamień wpada do wody

Obserwuj rozchodzące się kręgi

Posłuchaj ich słabnącej mowy



Poranek rozkruszył się na tysiąc ułamków

Odsłaniając szarą nagość popołudnia

Echa wchodzące w załamania przestrzeni



Światło było ostrożniejsze

Układało się w filary i przęsła

Ponad skończoną taflą ciszy



A jeszcze przed chwilą zbiegali

Po kamiennych popękanych schodach

W każdym stopniu zawarta cała skala



I było więcej dźwięku niż przestrzeni

I nigdy nie docierało się do centrum

Nawet idąc wstecz po własnych śladach



Jacek Gutorow