Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja ormiańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja ormiańska. Pokaż wszystkie posty

Przechodziłaś dziś ulicą...




Przechodziłaś dziś ulicą, a twe wargi — puchar wina,

A twe włosy — jedwab, złoto, a twe oczy — jak diamenty.

Przygwożdżony do ulicy i pijany nie od wina,

Podziwiałem twą urodę i wspaniały strój odświętny.

Obejrzałaś się ukradkiem — pomyślałem: jest przyczyna,

O, aniele smugłolicy, do twych stóp upadnę, chętny.

I upiję się pieszczotą twoich warg — pucharem wina...

Biada! Pod twym czołem gładkim — wzrok zupełnie obojętny!



Egisze Czarenc

przekład Wiktor Woroszylski

Twoje wargi — puchar złoty...




Twoje wargi — puchar złoty , pełen ognia, moja dżan,

Twoje słowa — życiodajny rajski nektar, moja dżan,

Będzie uczta w moim domu, lecz zaproszeń dziś nikomu

Nie wysyłam, tylko tobie, tylko tobie, moja dżan.

Na dywanach, godnych chana, łąka kwiatów rozesłana —

Pragnę stopy twoje lekkie ucałować, moja dżan.

Zmienię oczy swe w pochodnie, by ci było iść wygodnie,

Drży już zurna i bębenek — na co czekasz, moja dżan?

Jeśli chcesz — rozścielę serce dla twych lekkich stóp kobiercem,

Drżące serce, zakochane i pijane, moja dżan.



Egisze Czarenc

przekład Wiktor Woroszylski

Psia melancholia




Pies jakiś przybłęda wciąż wyje za oknem.

I ja chciałbym zawyć z tym kundlem samotnym.

Jak on beznadziejnie do Luny na niebie,

ja zawyłbym, smutne wspomnienie, do ciebie.

Noc chmurna, bezgwiezdna, mgła wszystko osnuła

i trwa serenada, żałosna i czuła.

W oddali dygoce gazowa latarnia —

to dziwne, jak wcześnie dziś noc nas ogarnia.

Jak wcześnie gwar dzienny się cofa w rozsypce

i nocy milczenie znów pierwsze gra skrzypce.

Dzień wdzięczny był, iskrzył się cały i tętnił,

krążyli po mieście przechodnie odświętni,

w piekarniach, kwiaciarniach, u wejść do lokali

liczyli, wstydzili się, na coś czekali.

Dzień zręczny był, ból swój wspaniale ukrywał,

noc gorsza jest znacznie, lecz za to prawdziwa.

Pies wyje i skomle, i żąda pieszczoty,

a sercu brak słów, by powiedzieć ci o tym.

Nie zniosę już dłużej tej psiej melancholii:

— Śpij, zaśnij pokornie — to trudno, że boli,

lecz Luna pociechy nam dziś nie użyczy,

mój druhu wyjący, mój bracie w goryczy.



Egisze Czarenc

przekład Wiktor Woroszylski