Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja niemiecka. Pokaż wszystkie posty

Za drzewami jest inny świat




Za drzewami jest inny świat, 

rzeka przynosi mi skargi,

rzeka przynosi mi sny,

rzeka milczy, kiedy wieczorem w lasach

śnię o północnych krainach...


Za drzewami jest inny świat

wymieniony przez ojca na dwa ptaki,

które matka przyniosła w koszu do domu,

a brat utracił we śnie, gdy miał siedem lat i był 

                                                               zmęczony...


Za drzewami jest inny świat,

trawa o smaku smutku, czarne słońce,

księżyc umarłych,

słowik, który nie przestaje wyśpiewywać skarg

o chlebie i winie

i mleku w wielkich dzbanach

podczas jenieckiej nocy.


Za drzewami jest inny świat,

schodzą długimi bruzdami

do wiosek, do tysiącletnich lasów,

jutro zapytają mnie,

o muzykę moich ułomności,

kiedy zgnije pszenica, kiedy nie zostanie nic

z wczoraj, z ich pokojów, zakrystii i poczekalni.


Opuszczę ich. Przestanę

z kimkolwiek rozmawiać,

popełnili zdradę, ziemia to wie, słońce

mnie obroni, wiem,

przyszedłem za późno...


Za drzewami jest inny świat,

kiedy indziej wypada tam odpust,

w chłopskich kotłach pływają zmarli, a wokół kałuż

topnieje cicho słonina z czerwonych szkieletów,

tam żadna dusza nie śni już o kole młyńskim,

a wiatr rozumie

tylko wiatr...


Za drzewami jest inny świat,

kraina zgnilizny, kraina

handlarzy,

krainę grobów zostaw za sobą,

będziesz niszczył, zapadniesz w okrutny sen,

będziesz pił i spał

od rana do wieczora, od wieczora do rana

i już niczego nie będziesz rozumiał, ani rzeki, 

                                                            ani smutku;


bo za drzewami

       jutro

i za wzgórzami

       jutro

będzie inny świat



Thomas Bernhard

przekład Sława Lisiecka i Zbigniew Jaskuła

Umiem tylko...




Umiem tylko na fletni grać

i tylko pięć tonów


Gdy do warg ją przyłożę

karawany

do domu wracają

i ptaków ciemne stada


Rybacy wtedy wiosłują do brzegu

i ze wschodnich krain wonny powraca

wieczór


O pień klonu wsparta

z cienia bluszczu

wołam cię pieśnią




Paula Ludwig

przekład Robert Stiller

Lampart i gazela




Od czasu gdy rzucił się na nią

a ona jakoś uciekła

ach jak długo

kryła się w mrocznej grocie drżąca

zanim odnalazła drogę do swoich


Od tej pory miała obcy błysk w oczach

inaczej oddychały jej nozdrza


Nie biegała już jak niegdyś do wodopoju

obraz jego w lustrach wody

straszył

we wszystkich zaroślach cień jego

ciemniał

spostrzegała jego ślady w kwiatach


Nieomal szukała go


Ach wciąż spadał jej na kark jak dreszcz

w smukłych bokach jej trwał dygot nieustanny

kołatanie dzikie w drobnej piersi


Przez niego jej szyja wdzięczna

poruszała się jeszcze zręczniej niż dotąd

on prężył jej giętki grzbiet

coraz prężniej

i przewidywaniem jego był każdy jej skok


Aż gdy zjawił się naprawdę

i ślepia jego łysnęły na nią skroś lian


Na prędkie kolana padła bez głosu

martwa

zanim runął cios jego łapy




Paula Ludwig

przekład Robert Stiller

Czarny okręt




                                          Napisane w Warszawie w 1938 r.



W każdy wieczór powraca ojczyzna,

żaden kraj cię od niej nie oddzieli,

żaden czas się nie wyda zbyt długi.


Tu zaułek daje ci znać o niej,

jakaś karczma oczy łzami mroczy,

jakiś śpiew ci dawność przypomina.


Pachną łąki, drzewa gwiazdy niosą,

wszystko jest tam, skąd odejść zdołałeś,

gdzie sam sobie zabroniłeś mieszkać.


Nawet w sen twój wciska się to wszystko,

co zostało tam i szuka ciebie,

coś opuścił otula cię teraz


i do ucha twego szept się łasi:

ślepym bogom powinieneś kadzić.

Że jej woń cię dobiega, bądź kontent,


do powrotu okręt w porcie wzywa,

mewobiały okręt, pełen światła,

już rąk pełno, wzywają cię głosy...


Ale obok jakaś barka szlocha,

zdziurawiona i w wielkiej potrzebie,

strach i smutek wyziera z jej szczelin.


I kierując się w stronę jasności

nagleś utknął, serce nakazało:

twoje miejsce na czarnym okręcie!


Nie dopłyniesz nigdy, dokąd chciałbyś,

Cóż cię zmusza do trwogi i smutku

na ten okręt czarny bez powrotu?


Czy masz łąki tam, drzewa i gwiazdy,

karczmy, ulic zaułki i śpiewy,

i przyjaciół w pełni blasku stamtąd?


Czyli masz tam jedyne to serce,

co nie mogłoby bić

bez wolności...?



Franz Theodor Csokor

przekład Jan Koprowski

Zgnilizna






Nieprzemijającą niczym Słońce widziałem Ziemię, 

       kiedy wróciłem w sen, by szukać ojca,

który przyniósł przesłanie ostatniego wiatru

       w moją żałosność, co zachmurzyła jego sławę,

sławę, o której powiedział: "Wielkie losy

       ponoszą klęskę w imię jutra..."

Nieprzemijające rosły lasy, które niegdyś napełniały

       noc swoimi skargami i mówieniem

o moszczu i zagładzie. Jedynie wiatr

       wiał nad kłosami, jakby wiosna żyła

pośród tej słodkiej zgnilizny.

       Śnieg zachowywał się wrogo, przyprawiał

moje członki o drżenie na widok

       niespokojnej północy przypominającej olbrzymi, bezkresny

cmentarz, cmentarz jeńców

       tej zdobyczy, która wkradła się

w każdy krzyż przydrożny, w każdy kamień polny,

       we wszystkie gościńce i kościoły o wieżach

podnoszących się przeciw Bogu i przeciw weselnikom,

       którzy zasiedli wokół beczki wina,

by ją wypić, śmiejąc się jak świnie.

       Widziałem we wsi na deskach tych zmarłych,

którzy z wzdętymi brzuchami jedzą czerwone mięso,

       bełkoczą hymny na cześć marcowego piwa,

zgniliznę skradającą się przez ogródek piwny

       w takt ociężałego ryku trąb...

Słyszałem powolny oddech rozkładu

       między wzgórzami...

       Nieprzemijającą niczym Słońce widziałem Ziemię. 

której sierpień był chory i bezpowrotny

       dla mnie i moich braci, co swego rzemiosła

wyuczyli się lepiej ode mnie, którego

       dręczą miliony żebraków i który

nie znajduję drzewa dla swoich zwariowanych rozmów.

       Z nocy piekła wszedłem

w noc nieba,

       nie wiedząc, kto powinien zdruzgotać moje życie,

zanim będzie za późno, by mówić o sławie i dzielności,

       o biedzie i ziemskich zwątpieniach

ciała, które mnie unicestwi...



Thomas Bernhard

przekład Sława Lisiecka i Zdzisław Jaskuła

Są na pewno...




Są na pewno, którzy umrzeć muszą,

Kędy galer wiosła ciężkie suną,

Inni w górze gnieżdżą się u steru,

Znają ptaków lot i gwiazd krainy.


Leżą owi z ciężkimi członkami

U korzeni splątanego życia,

Innym karła są przystrojone

U boku Sybil, królowych,

I zasiedli tam, jak w domu własnym,

Z myślą lekką, lekkimi dłońmi.


Ale mroczny cień z owego życia

W życie tamtych pada bezustannie,

I ci lekcy z owymi ciężkimi

Są związani, jak powietrze z ziemią:


Znużeń szczepów zapomnianych z dawna

Z powiek moich nie zdołam otrząsnąć,

Ni oddzielić od duszy zlęknionej

Opadania niemo gwiazd dalekich,


Mnóstwo losów własny mój osnuwa,

Przędzę supła, igrając, istnienie,

Dział mój większy jest, niż życia tego

Płomień smukły albo szczupła lira.




przekład Stefan Napierski

Zbieg




Na górze wysokiej leżałem. Orły krążyły wokoło,

ze śmiechem ogień miotały na miasto.

Widziałem porażoną strachem masę ludzką,

widziałem koszące przehaniebne koło

w rozpędzie. Syreny śpiewały,

Rumowisko ziemi było tłuste od krwi.

Wstała noc. Żarzyły się głębiny,

a na wysokościach cicho unosił się księżyc.




przekład Jan Koprowski

Na błękitnym mrozie




Na błękitnym mrozie łamię kwiat południa

Drzewa przeginam z deszczowego słońca

Cień mój tańczy dookoła mnie

Drogi gasną niczym świece

Dym obcych stron uderza mi w twarz

Młot opada na lustro źródeł

Brzęczącymi płomieniami bezgłośnie śmieje się śmierć



Chmury wstępują do morza

Białe od śnieżnego ciężaru łez

Zdejmują płacz z oka ziemi

I każą mu płynąć

Ponad moimi rojeniami

Stoję wśród czarnych kwiatów

Zbłąkany przypadkiem kamień

Śnieży

Śnieży od wschodu jak

Na odkupienie




Stefan H. Kaszyński

O przeogromne morze




O przeogromne morze milczenia.

O niebiosa zmarłych.

Oto czuwa czas

jak gwiazda w każdym kamieniu.



Ciszą zamglona jodła

w której

soki lat

wschodziły i przekwitały.

Niewidzialna

pełnia serca.




przekład Stefan H. Kaszyński

Deszcz




Deszcz, połyskiem otoczone

ciemne odłamki wielkości,

w prześwicie jasno runął

senny krąg, bliżej snu,

bardzo wysoko rozpłomienił się

głuchy upadek błękitu —


Na stokach, światła światłość

istny gąszcz jasności,

opływa jak morze, lodowe

ogrody, przestrzenią owiane

domy słońca —



Ścieżka rozkwitającej wysokości,

odgranicza wzgórza zbudowane w czasie,

od poranka biały ogień

poprzez ociężałe od promieni

lasy — do niezmierzonych

dziennych snów...




przekład Stefan H. Kaszyński

Izraelu, posłuchaj




Kiedy nas prześladowano

byłem jednym z was.

Jakże nim pozostać mogę

gdy wy prześladujecie?



Waszą tęsknotą było

upodobnić się do narodów

które was mordowały.

Teraz im dorównaliście.



Przeżyliście tych

co krzywdę wam zadali.

Czyż okrucieństwo nie odradza się

w was na nowo?



Pokonanym rozkazaliście:

"Zdejmijcie buty wasze".

I jak kozła ofiarnego w głąb

pustyni przepędziliście.



Jednak odbicie bosych stóp

na piasku pustynnym

przetrwa ślady

waszych bomb i czołgów.




przekład Maria Krysztofiak

Tenebrae




Blisko jesteśmy, Panie,

blisko i pod ręką.


Schwytani już, Panie,

sczepieni z sobą, jak gdyby

ciało każdego z nas

twoim ciałem było już, Panie.


Módl się, Panie,

módl się do nas,

jesteśmy blisko.


Poszliśmy, schyleni, pod wiatr,

poszliśmy, by się pochylić

nad przełęczą i maarem.


Do wodopoju poszliśmy, Panie.


To była krew, to była,

którą przelałeś, Panie.


Lśniła.


Twój obraz w oczy rzuciła nam, Panie.

Oczy i usta tak są otwarte i puste, Panie.

Piliśmy, Panie,

Tę krew, i obraz we krwi, Panie.


Módl się, Panie.

Jesteśmy blisko.




przekład Ryszard Krynicki

Z listem i zegarem




Wosk,

pieczęć na nienapisanym,

która twoje imiona

odgadła,

która twoje imiona

zamyka.


Płynne światło, czy teraz nadchodzisz?


Palce, też całe z wosku,

przeciągnięte

przez obce, bolesne pierścienie.

Końce stopione do cna.


Płynne światło, czy nadchodzisz?


Plastry zegara osączone z czasu,

dziewiczy tysiąc pszczół

gotowy do odlotu.


Płynne światło, zbliż się.




przekład Stanisław Barańczak

Corona




Jesień zjada mi z ręki swój liść, jesteśmy przyjaciółmi.

Wyłuskujemy czas z orzechów i uczymy go chodzić:

czas wraca do skorupki.


W lustrze jest niedziela,

we śnie się śpi,

ustami mówi się prawdę.


Moje oko zstępuje do płci ukochanej:

spoglądamy na siebie,

szeptamy sobie o ciemnych rzeczach,

kochamy się jak mak i pamięć,

jak wino w muszlach,

jak morze w krwawym promieniu księżyca.


Stoimy obejmując się w oknie, patrzą na nas z ulicy:

czas już, by o tym wiedzieli!

Czas, by kamień zdecydował się zakwitnąć,

by niepokój wbił się w serce.

Jest czas, by nastał czas.


Najwyższy czas.



Paul Celan

przekład Leon Szwed

Nagrobek




Z wód tej ziemi

czerpał soki,

nad omszałym źródłem

pochylał twarz

spragnione usta znaczone

już piętnem konania

lecz pełne jeszcze żądzy.

Często leżał, wyciągnięty,

słuchając,

jak ziemia pulsuje

uderzeniem jego serca.



Michael Guttenbrunner

przekład Stefan H. Kaszyński

Noc wiejska




Wiatr w słomie stogów szeleści,

Pola łykają, nie bacząc,

motocykla dudnienie

terkot jego kryjąc

w milczeniu swoim.


Być może błąka się teraz

gnom w błędny ognik zaklęty

co zwodzi woźnicę,

być może ugania

pola ścierniskiem

światłami aut wystraszony;


lub echo niesie

z wzgórza szubienic westchnienia

tych, co w czas wojen chłopskich zawiśli.

Nie uczęszczana ścieżka

do skraju podpełzła wsi,

podczas gdy krzewy milcząco

mrok przesączają mleczny.



Wilhelm Szabo

przekład Wanda Piwowarczyk

Lustra




1



Twoja nazwa

Południe

Samotność

moja nazwa

i jedno i drugie

j e d n o   słowo



Ten sam człowiek w dwóch pokojach

przygląda się sobie przez ścianę

a ściana nie daje światła

i proste życie

po prostu nas nie odnajduje



2



Opowiem ci bajkę

spóźnioną bajkę

w której nas nie ma

kiedy noc swoje posiadanie

w jednym pianiu koguta zawiera

i zbiera wzruszenia ramion

i oddechy kochanków

wyzwala

przez nie zawieszone okna

odlatuje ten oddech

do innych ptaszków

i zamiera dopiero w zimie



Bajki o lustrach

z którymi się dzieją

proste cuda

zmatowiałe lustro

ożywa

kiedy się w nim przeziera

dziewczyna

mroźne lustro

w nocy odbija

południe

lustro staje się piękne

kiedy je mija

prawda



3



Sny w lustrze

które ich nie może prześnić

ono nie odwraca się do ściany

nie całuje nie śpiewa

może w świetle rozlśniewa

niezauważalnie

i niechcący wpada

na siedem lat chcianego nieszczęścia



W zbitym zwierciadle

nie można się przejrzeć dokładnie

ułamki przełamują światło

zbyt barwnie

twarz się przeciąga ponuro

komu się twarz wyszczerbi

temu żadne lustro nie pomoże

kto chce obejrzeć siebie

na wskroś przez ścianę

ten widzi siebie tylko nocą



4



Komu się śnił sen

o lustrze zwolnionym?

lustrze co odbiło usta i oczy

i pozostało puste

dopiero późno w nocy

ukazało ono skórę i włosy

i oczy i usta

ponad samotnie śpiącymi

i grało kolorowo

w czarnym pokoju

i odbijało zapach ciał

i głosy pieśni

w zamkniętych oczach

jako otwarte sny

i żadna ciemność

nie mogła odpowiedzieć jego światłu



Brzmi już staroświecko

pieśń o powolnym promieniu

który tyle wygrał na życiu

co stracił na czasie

jakie odbicie między dwoma lustrami

nazywa się "raz pierwszy"?

Ale przecież kiedyś

pojawia się obraz w lustrze

po raz pierwszy



5



Muszę ci powiedzieć

kiedy twoje oczy są smutne

smutne to smutne

samotność to samotność

powiem ci

kiedy twoje oczy błyszczą:

twoje oczy to twoje oczy

twoje włosy to twoje włosy



Myśli twoje

to błysk twoich oczu

i twoje oczy

błyszczą w twych myślach

i twoje oczy

błyszczą w twoich oczach

i twoje włosy to włosy twego lustra

i wszystko oznacza samo siebie



6



Noc to jest noc

samotność to zawsze samotność

ściana to ściana

i troska to zawsze ta sama troska

ale lustro tańczy

kiedy ściana się chwieje

i troska staje się samotnością

a ściana staje się nocą



Zbite lustro

to siedem lat nieszczęścia

szczerby które cię nie widzą

siedem lat niewoli

i ślepną zaraz

z powodu panny młodej w zasłonie

ale to nie ta

i znowu siedem lat



Siedem lat

aż póki ciało się odnowi

z bezcelowych cebulek

jak tygodnie

ze swoich dni

nigdy te same

ale zawsze te same w kształcie

i siedem lat pocałunek

na wargach Tomasza Rymarza



7



Noc spogląda

jam jest noc

Samotność:

jam jest samotność

prostota spogląda

że jest prosta

krzywda widzi

że jest krzywdą



I tak po prostu

krzywdą prostuje się w nocy

samotność w lustrze

i ściana która w nocy nie wyprostowuje

i nie prostuje krzywdy

istoty w obu pokojach

nic nie wiem

wiem tylko

że południe i samotność




Sen o śmierci




Sen

sen z głębi nocy

sen z głębi nocy przedśmiertnej

sen z nocy przedśmiertnej świata

świata zrodzonego ze strachu przed snem


Strach

strach przed snem

strach świata przed snem

strach świata przed snem o śmierci

przed snem o śmierci zrodzonej z nocy




przekład Alfred Kowalkowski

Gródek




Bory jesienne zmierzchem pobrzmiewają

zabójczym szczękiem oręża, parowy

złocone, modre jeziora, posępnie

nad nimi toczy się słońce; noc chwyta

w zwarte ramiona wojaków, śmiertelnie

w pierś ugodzonych, i okropną skargę

ich przełamanych ust.

Lecz z cicha w nieckę wieczoru nabiera

łąka rumianość obłoków, gdzie mieszka

bóg rozsrożony pod namiotem, krew

rozlaną z wolna w mrok przesącza, chłody

księżyca w misę cynową przelewa.

Gościńce czarne uchodzą w żałobność

zgniłą pod złotą siatką widnych gwiazd.

Cień rozżalony włóczy się przez półmrok

ogłuchłych gajów, by kroić herojów

i tulić w palcach ich rozbity czerep.

W wiklinie jęczy ciemny flet jesieni.

O, dumne ścięcie warg! Gładzone stopnie,

jak głazy chmurne, ów płomień wzburzony,

gniew, który spala oddech, kości wierci

bólem: o wnuków jeszcze nie zrodzonych.



Georg Trakl

przekład Stefan Napierski

Cienie róże cienie




Pod obcym niebem

cienie róże

cienie

na obcej ziemi

między różami i cieniami

w obcej wodzie

mój cień.



Ingeborg Bachmann

przekład Tadeusz Śliwiak