Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znikomość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znikomość. Pokaż wszystkie posty

Czas wszystko zmienia




Czy rzekę w swym biegu zatrzymać się da?

Czy wiatrom zabroni ktoś chmury rozgonić?


Czy może znów odżyć liść, który raz spadł?


I czy może zatrzymać się Ziemia?


Jeśli nie, czemu czasem dziwimy się tak


Że i w nas czas wszystko zmienia?




Więc patrzymy przed siebie, mniej ważne jest dziś


I nieważna jest przeszłość, to, co było — odeszło


Dzień po nocy, po burzy słońce musi znów przyjść


Łez dzisiejszych nie wolno przeceniać


To, co wczoraj straciłeś, jutro los odda ci


Bowiem czas, czas wszystko zmienia




Gdy nie chce cię widzieć, zamyka ci drzwi


Jakaś ważna osoba, której tak się podoba


Nie proś w progu, nie czekaj, nie przejmuj się tym


Wróć do domu, nie okaż zdziwienia


Kiedy ważna osoba zjawi się u twych drzwi


Bowiem czas, czas wszystko zmienia




Ojcowie i matki, jeśli trudno jest wam


Sprawiedliwie osądzić waszych dzieci poglądy


To wspomnijcie, że z wami był też problem ten sam


Wszystkie znały go już pokolenia


Nie próbujcie z tym walczyć, bo daremny to plan


Bowiem czas, czas wszystko zmienia




Z roku na rok, niestety, nie ubywa nam lat


Lecz przynajmniej po części się stajemy mądrzejsi


Mało mądrych jest jednak, mało mądrych aż tak


Żeby miało to dla nich znaczenie


Że swą wagę utraci każdy ważny dziś fakt


Bowiem czas, czas wszystko zmienia



Bob Dylan

przekład Jacek Korczakowski

Wybrzeże w Dover




Dziś w nocy wybrzeże zastygło w spokoju.

Pora przypływu; księżyc srebrzy wodę

Cieśniny; z brzegu Francji co pewien czas błyska

Latarnia i znów gaśnie; angielskie urwiska

Świecą masywem bieli nad cichą zatoką.

Podejdź do okna, wdychaj tę nocną pogodę!

Tylko od długiej granicy przyboju,

Gdzie z wypranym poświatą z barwy stromym lądem

Styka się morze, słychać — wsłuchaj się głęboko —

Szum żwiru, miotanego o brzeg i od nowa

W toń wleczonego fal powrotnym prądem,

Który znowu, zaledwie z pracą się uporał,

Wraca ponowną falą; i wolna, miarowa

Muzyka morza śpiewa wieczny smutku chorał.


Sofokles wieki temu

Słyszał ten smutek w Morza Egejskiego szumie

I w rytmie mętnej fali znalazł wzór systemu

Rządzącego chaosem

Ludzkiej doli; nam też coś podpowiedzieć umie

Północne morze swoim tak odległym głosem.


Ocean Wiary

W dawnych wiekach, wezbrany, brzegi kontynentów

Otulał swym nadmiarem jak jedwabna szata;

Dzisiaj słyszę jedynie

Smętny szum cofających się morskich odmętów,

Fali, która to ślepo runie, to odpłynie

W świście nocnego wiatru przez nagie obszary

Jałowych piasków i skał tego świata.


Bądźmy choć my oboje

Wierni sobie nawzajem, miła! bo przed nami

Z pozoru świetny, nowy, nęcący tęczami

Świat, gościnnie rozwarte marzenia podwoje —

Ale naprawdę troski, bóle, niepokoje,

Mrok bez światła miłości, jad w każdym pokarmie;

Na tej ciemnej równinie stoimy we dwoje

W szturmów, odwrotów dzikim, zmieszanym alarmie,

Gdy ścierają się wokół ślepe, wrogie armie.




Nadzieja




Kuropatwy przypadają do śniegu

uciekając przed pociągu najściem.

Jedyne tropy w zasnutym krajobrazie

oślepłych rybnych stawów.



Ileż wron wokół domów,

ileż czarnych skrzydeł

trzepocących nad stającym się światem.



Puściwszy wodze lokomotywie

trzymasz się ziemi jedynie migotaniem

umykających kół.



A wrony i niedzielne pogrzeby

ciężkim śpiewem wypełniają zasypane drogi.



Lasów chóralny śpiew

rozpostarty nad ziemią jak nadzieja,

krzepi słabiutkie nogi

wystraszonych kuropatw

wygłodzonych zimami wojen, nienawiści,

i grzebaniem pod zmarzłym śniegiem.



Jan Pilař

przekład Adam Włodek

Nowy lokator




Został tu po nich tylko zegar.

Wstawiłem jego chromające wahadło

i idzie. Połyka ciszę.

W piecu zapaliłem drzewem

z trumny ich egzystencji,

teraz nieomal wszechobecnej.



Niecodzienną przygodą jest odnajdywanie

tego, co opuścili.

Kilka zeschłych fuksji

i jeszcze garnki z nie dopitą kawą.

Kilka ramek po wyblakłych zdjęciach

z dawnych czasów, gdy się mieli ku sobie,

bowiem znalazłem tutaj również miłosne listy

w ozdobnej skrzynce.

Dalekie teraz ich sercom jak zapomniana miłość.



Wierzcie, że spędzić taką noc

sam na sam z ich nieobecnością,

a zarazem z obecną jak najbardziej ich krzywdą —

jest nieco przerażające.

Nieomal chciałbym poznać ich twarze.

Tylko księżyc za oknami je zna.



Chodzę za spuszczonymi zasłonami

i nie wiem, co począć z minionym złem,

które mi jeszcze wzbrania radować się światem.

Czy potrafię się zmierzyć z tyloma wrogami?

Oczekuję, że nagle otworzą się drzwi

i ktoś wejdzie, aby mi oznajmić,

że nie ma już zła na ziemi

pełnej tylu kwiatów i owoców,

tylu drzew i ptaków,

tylu skrzydlatych myśli.



Jan Pilař

przekład Adam Włodek

jestem do znikania




jestem do znikania



chcę niczym świadczyć

niczego wziąć niczego mieć

nikogo zatrzymać



i te żal się Boże podróże

żeby mnie było więcej

żeby mi się dużo widziało



jestem wszystkim czego nie mam

furtką bez ogrodu



Krystyna Miłobędzka