Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cisza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cisza. Pokaż wszystkie posty

Wczesne popołudnie




Cicho zieleni się lipa w zaczynającym się lecie

daleko uciekłszy miastom, trzepoce

matowo błyszczy księżyc dnia. Już jest południe

już promień porusza się w studni

już podnosi się spod czerepów

zmasakrowane skrzydło bajecznego ptaka,

i ręka zniekształcona od rzutu kamieniem

opada w budzące się żyto.

Tam gdzie niebo Niemiec ziemię czerni

ich anioł o ściętej głowie szuka grobu dla nienawiści

i podaje ci misę serca.



Garść bólu rozprasza się po pagórku.



Siedem lat później

znów ci przypomni się to

tam u studni przy bramie

nie patrz na samo jej dno

oczy by mgłą ci zaszły.



Siedem lat później

w domu żałoby gwar

podnoszą kaci wczorajsi

złocisty kubek do warg

oczy musiałbyś opuścić.



Już jest południe, w popiele

żelazo się gnie, na cierniu

zatknięto sztandar, na skałach

snu prastarego odtąd zostanie

przykuty orzeł.



Tylko nadzieja przykucnięta ślepnie od światła.

Rozluźnij jej pęta, sprowadź

po stoku w dół, połóż

swą rękę na jej oku, by jej

cień żaden nie spalił.



Tam gdzie ziemia Niemiec niebo czerni

chmura szuka słów i krater wypełnia milczeniem

zanim ją lato w skąpym deszczu usłyszy.



Idzie Niewysłowione, powiedziane cicho, przez kraj:

już jest południe.



Ingeborg Bachmann

przekład Stanisław Jerzy Lec

Pasek Brygidy








Dla Adele



Poprzedni list pisałem, czując pod nim słoje

Wiejskiego stołu, a na włosach białe płatki

Magnolii w Południowej Karolinie; w swojej

Czystej bieli dach kroił, jak dziób parostatku,



Słoneczny blask dziedzińca na pół i na skos.

Cieszył mnie wczesny upał i pierwsza od wielu

Tygodni chwila ciszy. Mącił ją tylko głos

Przedrzeźniacza i błogo wyrazisty przelot



Leciutkich pobrzękiwań niewidocznych strun:

Jak gdyby żeńskich rymów w wędrówce na północ,

Gdzie tę muzykę brałaś na siebie jak ból

Lata, jak to, co z przeczuć ziemi się wysnuło.



Dziś dzień świętej Brygidy, pierwszy płatek śniegu

Spadł na Wicklow i Pasek Brygidy ci splatam,

A w każdym razie coś magicznie kolistego

(Jak obręcze krynolin w zapomnianych latach),



Skręconego ze słomy: podarek, co leczy

Wszystko, cokolwiek w swoim lekkim kręgu zawrze,

Rytuał tak wiosenny, niecodzienny, wieczny,

Jak każdy z twoich kroków w drodze z dziś do zawsze.



Seamus Heaney