Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jouve PJ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jouve PJ. Pokaż wszystkie posty

Śmiertelne drzewo




Przybył człowiek i stanął pod drzewem

Głęboki jego chłód przyciągał w pustynnym kraju

Wtedy nagle Anioł szybko odleciał.

Wybawiony od słońca

Słuchał szmeru ogromnej rodziny rzeczy zielonych

I czarnych tak zwartych że wydawały rozległy zapach pamięci;

Lecz kiedy oparł się o pień zamknęło się drzewo.


Teraz to wszystko co wiązało liść z liściem

Stało się jękiem, podnieceniem

Drgały korzenie pełne Pożądania

I zabiło drzewo podróżnego!

Złożył tedy ów człowiek ręce na swej piersi

I walka rozpoczęła się na nowo Anioł wrócił

Bitwa ciemna i niepewna toczyła się w zamęcie.



Pierre Jean Jouve

przekład Zbigniew Herbert

Psyche i Eros




                                                      Antonio Canova, Amor i Psyche



W cieniach cię trzymam

Słodki kochanku z twoimi spojrzeniami pozbawionymi oczu

Kochanku gładki i gorący o zapachach i członkach

W ruchu wciąż i wytrysku


Tajemniczy kiedy opada zasłona

Jesteś smutny i cudownie radosny w jądrze mroku

Jesteś najbardziej skryty z moich wiecznych kochanków

A twój sekret to szczyt szczytów mojej rozkoszy


Jesteś czarny mój dobroczyńco i mój kochanku

Jak słońce które ciąży ku liliom

Powalasz mnie szczęściem która nie mam

nadziei ni tęsknoty, pleców ani piersi.


To za wiele! Za długo trwa próba przez radości nasze

Za długo tej materii co spływając potem nie zna żalu

O pokaż kim jesteś

O mój śpiący zdobywco?


Niech ujrzę kochanka co w nieprzytomność mnie wprawia!

Chcę cię kochać i patrzeć na ciebie kiedy nagi śpisz

Chcę widzieć twój kształt i dla tej rozkoszy nierozumnej

Stracić kochanka oszałamiającego którego ja...


Parząca kropla i z lampy zapalonej

Kropla światła cię budzi: Och

Jakiś ty piękny

I wściekłość? wicher? gniew i pustka? już nie ma cię tu.



Pierre Jean Jouve

przekład Julian Rogoziński

Życie na grobie Heleny




Mieczyki (najpiękniejsze te co rosną na niej) kołyszą się

Jest pogoda nad śmiertelnym jej kamieniem błękit

Promienista jesień bez trwogi

Krzyk żyłkowanego marmuru

W nim ona czarna bardzo mocno zawarta

Nago pochowana pod ciężarem mych marzeń

A góry pełne blasku są zbiornikami łez

Dobrze tu z dala od wieku żelaza

Śpisz na nich chłonąc zapach liści

Butwiejących

Rzeźwe powietrze wieczoru jego północne widowiska

Wraz z przeraźliwym oddechem próchnicy


Błyszczą łzy mój kamieniu

Łzy się toczą o krwi moja

.    .    .    .    .    .    .    .    .

I zieleń chce ożywić podnóża twych gór

Tak nas przyciąga

Ku łagodnej bryle ziemi twego serca.



Pierre Jean Jouve

przekład Zbigniew Herbert