Wiadomości przychodzą do nas z dużym opóźnieniem:
światło Słońca dociera do Ziemi
z gwiazdy, która już znikła.
Słońce jest widziadłem,
fantomem gwiazdy
martwej w czasach bardziej niż zamierzchłych,
w odległościach, które da się zmierzyć wyłącznie w parsekach
i w innych jednostkach stosowanych przez astronomów,
pocieszających się z powodu bezsilności swoich zmysłów.
Słońce zawsze było największą gwiazdą
naszego kosmosu,
choć czasem można było zasłonić je palcem.
Słońce żyło na obrzeżach obrzeży,
w najdalszym punkcie olbrzymiego ziarenka soczewicy.
Jego światło dociera do nas późno,
lecąc na wysokościach, a nam się wydaje
Słońce gwiazdą-karzełkiem, malutkim jak palec.
Jednak sprawy się mają inaczej.
To był największy z wielkich żyrandoli
i chociaż tak odległy, on tam w górze świecił
najbardziej okazale na naszych oczach.
Dlatego, czyż nie tak? Jesteśmy śmiertelni.
Wiadomości przychodzą do nas z dużym opóźnieniem
i ogrzewa nas martwa gwiazda
swoim martwym światłem.
Eduardo Lizalde
przekład Krystyna Rodowska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz