Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

Amore profano

 

Kotara da nam światło zielone jak woda.

Smuga słońca nam powie, że jest nieskończoność,

Spokojnego odblasku twardawa łagoda

Spłynie na twoje ciało jak jasna zieloność.


Na sinym aksamicie będziesz jak morela,

Wyłuskana z szat wszelkich, spokojnie okrągła.

Przyłożę do twych piersi gestem menestrela

Rękę, a pierś twa zadrży jak struna pociągła.


Gdy palcem znajdę ust twych jedwabną oponę,

Gołębie złotych blasków przelecą sufitem

I roztopią się w oknie — pachnącym błękitem,


Zielenią zadumaną i żółcią karmione.

Wreszcie na bladych okien wodniste zasłony

Upadnie siny wieczór w czarną noc zmieniony.


Jarosław Iwaszkiewicz, Księga dnia i księga nocy

L'amour cosaque


Miłości wielka słodycz jest w letnie dżdżyste dnie —

Nalewa senny sługa brązowy płyn herbaty,

Gorący wonny napój dymi w przejrzystym szkle.


Rysuje deszcz na szybie perełek szklanych kratę,

Gubi się puch uśmiechów na szczęśliwości tle.

Za oknem błyszczą kanny, czerwone i kosmate,

Czekam na oczy twoje — i usta wierne twe.


Południe dzwoni zegar — leniwy schrypły gong,

Na czarnym fortepianie przelotny płomień zgaśnie,

Pogłaszczę twoje włosy bladością białych rąk

Albo zrymuję kwiaty jak poematy właśnie.


Przedwieczerz. Srebrny obiad. Świecznika płonie pąk.

O zmroku ze słów twoich wysnuwam sobie baśnie,

A potem w szepcie deszczu — twych ramion złoty krąg.


Jarosław Iwaszkiewicz, Księga dnia i księga nocy

Annabel Lee



Niegdyś przed wielu, wielu laty

W królestwie nad mórz pianą,

Żyła dzieweczka którą znałem

Annabel Lee ją zwano.


Dzieweczka z kraju ponad morzem,

W królestwie nad mórz pianą,

Żyła tym tylko że mnie kocha

I tym że jest kochaną. 


Byliśmy dziećmi ja i ona,

W onym królestwie nad mórz pianą

A miłowaliśmy się miłością

Nad miłość innym daną. 


A miłowaliśmy się miłością,

Ja, z moją Annabel Lee,

O jakiej chyba, uskrzydlony

Rój Serafinów śni.


I z tej to właśnie, z tej przyczyny

W królestwie nad mórz pianą,

Wicher napędził kłąb chmur siny

W królestwie nad mórz pianą. 


I jak Serafin lodowaty

W mroźne odziany mgły,

Do zimnej wtrącił ją mogiły

Ją! moją Annabel Lee.


Bo tam, w królestwie nad mórz pianą

Każde to dziecko wie,

Że zazdrościły Serafiny

Annabel Lee i mnie.


I że dlatego wichry mroźne

W chmurne odziane mgły

                                Zabiły ją

                                Zmroziły ją...

Piękną mą Annabel Lee.


                          *

            *                        *


Lecz w naszej miłości choć byłą dziecięcą

Tak silnych uroków moc tkwi

Żeśmy się kochali i lepiej i więcej

Niż starsi i mędrsi niż my...

Niż mędrsi i starsi niż my...


I nigdy anioły co w niebie królują

Ni czarnych demonów rój zły,

Nie mogły oderwać jej duszy od mojej

Ni mojej od Annabel Lee.


I dziś skoro drżąca srebrzystość miesiąca

I gwiazd pozłocistych rój lśni.

Śnię o niej i czuję na sobie płonące

Jej oczy. Mej Annabel Lee.


I co noc w snów bieli, wśród srebrnej topieli

Spoczywam z nią razem na zimnej pościeli

Tam w jej królestwie nad mórz pianą

Tam w jej mogile nad mórz pianą...




Edgar Allan Poe

przekład Barbara Beaupré

[Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady...]




Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady

Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,

i tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,

I zdobywszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie.



A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci

Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,

I twe dłonie, jak pąki, mnę w zdrobniałe pięście,

By się w nich docałować twych chrząstek i kości.



A one wypukleją na dłoni przegibie,

Niby pestki owoców, zróżowionym znojem,

I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,

zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.



Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,

A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,

Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,

Chwila — a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.



1920, W malinowym chruśniaku

Łąka


20. [Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy...]




Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.


Pisać na przykład: "Noc jest gwiazd pełna,

i drgają błękitne gwiazdy w oddali". 


Nocny wiatr krąży w niebiosach i śpiewa.


Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Kochałem ją i czasami ona też mnie kochała.


W takie noce jak ta miałem ją w ramionach.

Całowałem ją tyle razy pod niebem nieskończonym.


Kochała mnie, czasami ja też ją kochałem.

Jakże nie było kochać jej wielkich oczu zapatrzonych.


Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Myśleć, że jej nie mam. Żałować, że ją straciłem.


Słuchać tej ogromnej, bez niej jeszcze ogromniejszej.

I jak rosa na łąki wiersz na serce spada.


Cóż, kiedy miłość moja nie mogła jej zatrzymać.

Noc jest gwiazd pełna, a jej nie ma przy mnie.


To wszystko. Gdzieś w dali ktoś śpiewa. Gdzieś w dali.

Moja dusza nie chce się pogodzić z tym, że ją straciłem.


Jakby przybliżyć ją chciały, szukają jej moje oczy.

Moje serce jej szuka, a jej nie ma przy mnie.


Ta sama noc jak dawniej bieli te same drzewa.

My, tamci z dawna, już nie jesteśmy ci sami.


Już jej nie kocham, na pewno, lecz jakże ją kochałem.

Mój głos szukał wiatru, aby jej słuchu dotknąć.


Z innym. Będzie z innym. Jak przed moimi pocałunkami.

Jej głos, jej ciało pełne światła. Jej oczy bezgraniczne.


Już jej nie kocham, na pewno, ale chyba ją kocham.

Tak krótka jest miłość, a tak długie zapominanie.


Że w takie noce jak ta miałem ją w ramionach,

moja dusza nie chce się pogodzić z tym, że ją straciłem.


Chociaż to byłby ostatni ból, jaki mi sprawia,

i ostatnie wiersze, jakie piszę dla niej.




Pablo Neruda

przekład Jan Zych

Abigail




Winorośl się po ścianie wspina

Jak zakochany młody człowiek

W górę, ku oknu, gdzie Abigail

Siedzi w malutkiej swej alkowie.



Żółtą z jedwabiu ma piżamę,

Wpięła  hiacyntu kwiat we włosy,

A na pianinie, lany z brązu,

Łobuziak-amor stoi bosy.



Łuk swój napina, pręży strzałę.

Abigail  śmieje się srebrzyście:

przez okno noc niebieskooka

Zagląda, niosąc kwiatów kiście.



Są świerszcze w niej i mak czerwony

I szeptanina w parkach płocha;

Prośba gorących ust: "pamiętaj",

I ciał, co ogniem płoną: "kochaj"...



Oczy Abigail — dziwnie duże;

Gotowa jest  — noc ją ośmiela —

Odegrać już biblijny romans,

jak w pierwszej księdze Samuela..



Portret Nabala u Abigail

Na przeciwległej wisi ścianie,

Choć już kostucha tydzień temu

Wieczne przyniosła im rozstanie...



Teraz jest wolna, teraz pragnie

Dawida swego mocnych ramion.

On w grocie mrocznej się ukrywa

I czeka na nią, na nią, na nią.



Chwilka — i to, o czym marzyła,

Nareszcie się obleka w ciało  —

Noc letnia pośród gór obnaża

Pierś księżycową, pierś jej białą.



Oczy Abigail są zamglone,

Wilgotne; oto dzień wesela.

Odegrać czas biblijny romans,

Jak w pierwszej księdze Samuela.




przekład Jerzy Ficowski

Corona




Jesień zjada mi z ręki swój liść, jesteśmy przyjaciółmi.

Wyłuskujemy czas z orzechów i uczymy go chodzić:

czas wraca do skorupki.


W lustrze jest niedziela,

we śnie się śpi,

ustami mówi się prawdę.


Moje oko zstępuje do płci ukochanej:

spoglądamy na siebie,

szeptamy sobie o ciemnych rzeczach,

kochamy się jak mak i pamięć,

jak wino w muszlach,

jak morze w krwawym promieniu księżyca.


Stoimy obejmując się w oknie, patrzą na nas z ulicy:

czas już, by o tym wiedzieli!

Czas, by kamień zdecydował się zakwitnąć,

by niepokój wbił się w serce.

Jest czas, by nastał czas.


Najwyższy czas.



Paul Celan

przekład Leon Szwed

Cóż pomoże




Cóż pomoże, gdy prawdę przed sobą ukryję,

Udając, że bez ciebie żyję w bezżałobie?

Toć idzie mi naprzeciw cały smutek ciężki

I wszystkie moje słowa prowadzą ku tobie.



Już tyle lat służyłam losowi cudzemu,

Już tyle razy szczęścia własnego się zrzekłam,

A oto bierze w jasyr mnie nowa niewola,

Przemoc twego spojrzenia mnie samotną czeka.



Kogo prosić o litość, kogo o opiekę,

Gdy moja krew oddała tobie mnie płomiennie?

Chyba otworzyć żyły sobie, żeby patrzeć,

Jak z każdą kroplą życia ty wyciekasz ze mnie.



Rachela Korn

Włodzimierz Słobodnik

Miłość jest czym innym, panowie




Od dzieciństwa, panowie,

wzrastamy w przekonaniu,

że miłość jest rzeczą pozytywną,

zapisaną w jedenastozgłoskowcach.



Ale miłość jest zupełnie czymś innym,

ma piersi ropuchy

i skrzydła wieprza.



Miarą miłości jest nienawiść.

Można ją wyczytać między wierszami.

Miłość mierzy się na banały,

na metry bieżącego szaleństwa.

Wszelka miłość jest marzeniem

— marzeniem z czystego srebra —

marzeniem kogoś umierającego.

Miłość: to drzewo rodzi owoce

rumiane tylko wtedy, gdy zasypia.



Eduardo Lizalde

przekład Krystyna Rodowska

Połóż dłoń




Tak mi połóż

dłoń na skroni,

bym czuł dotyk

własnej dłoni.



Chroń mnie jak przed

ciężkim ciosem,

jakby los mój

był twym losem.



Kochaj mocno

wbrew rozterce,

jakbyś miała

moje serce.



maj-czerwiec 1928




Atilla József

przekład Jerzy Snopek

[Nie wiń mej twarzy — z miłości tak zbladła...]




Nie wiń mej twarzy — z miłości tak zbladła:

W serce spłynęły mi wszystkie jej żary,

By ogrzać to, co srogość twa zajadła

Mrozem przenika i krzywdzi bez miary;

Gdy serce cierpi, natura troskliwa

Zewnętrzne części całkiem zaniedbywa.



Komu zaś w licach krew beztroska płonie —

Choć w nim afekty niby to gorętsze,

Z jego kunsztownych zaklęć chłodem wionie,

Miłości bowiem nie zna jego wnętrze:

W sercu takiego jeno pustka głucha,

Gdzie Amor w dłonie przemarznięte chucha.



Thomas Campion

przekład Stanisław Barańczak

[Najsłodsza Lesbio, żyjmy i miłujmy...]




Najsłodsza Lesbio, żyjmy i miłujmy;

Choćby nas mędrzec ganił, żadnej ujmy

Nie ma w miłości. Lampom niebios dano

Tonąć w zachodzie i znów wschodzić rano,

Lecz nas, gdy płomyk naszej świeczki skona,

Pogrąży w wieczny sen noc nieskończona.



Miłość od waśni o ileż jest prostsza:

Rdza by przeżarła krwawe mieczy ostrza,

Znikłyby zbroje i zamilkły surmy,

Gdyby serc tylko nęciły nas szturmy.

Lecz głupiec trwoni życie i wnet kona,

Dążąc gdzie wieczny sen, noc nieskończona.



Gdy śmierć się zjawi w przeznaczonej dobie,

Nie chcę za trumną przyjaciół w żałobie:

Niech nad mogiłą ruszy w taniec żywy

Każdy, kto kochał i kto był szczęśliwy.

Zgaś świeczkę, Lesbio, pójdź w moje ramiona:

Noc na nasz sposób będzie nieskończona.



Thomas Campion

przekład Stanisław Barańczak

Berta Soucaret







Kiedy Berta Soucaret,

nikomu nieznana Kreolka z Gwadelupy,

miała osiemnaście lat,

obrano ją królową piękności.



Była to pierwsza królowa na świecie

i wszystkie kobiety

natychmiast przejrzały się w lustrze.



Działo się to w Spa w Belgii,

mieście z kropel, kwiatów i pieśni,

18 września 1888 roku.

Na zakurzonej pozytywce,

którą wyszperałem na strychu,

znalazłem wypisaną złotymi cyframi

tę samą datę.

Pozytywka grała jedną z pieśni miłosnych

Franciszka Schuberta.



Upłynęło już wiele lat

od jej koronacji

i dawno już nie żyła,

kiedy zakochałem się w jej cieniu,

który spotykałem czasem w młodości.

I od tej chwili szukałem jej piękna

w twarzach dziewcząt,

którym biegłem naprzeciw.



Bo czy każda kobieta,

przynajmniej czasem, przynajmniej na chwilę,

przynajmniej dla jednych oczu,

nie może być

tą najpiękniejszą na świecie?



Palce błądzą po firmamencie skóry

jak gwiazdy po niebie,

aż całe ciało rozbłyśnie

płomieniem, co płonie w środku.

Usta piją z ust,

ale pragnienie wciąż rośnie

i głód rozkoszy prowadzi oboje

na starodawny obrzęd.



Cóż piękniejszego może dać życie

niż miłość?

Uwieńczona zielonymi gałązkami

swojej ziemskości

ma najbliżej do nieba

i tylko ona daje nam zobaczyć,

jacy bylibyśmy szczęśliwi,

gdyby istniało.



Potem kobieta ściera wszystkie pocałunki

z płonącej twarzy

i sięga obiema rękami

do rozwichrzonych włosów,

żeby zatrzymać jeszcze na chwilę

ulotny blask swej korony.



A po latach

przychodzi ta, przychodzi inna.

W kwiaciastych sukienkach wspomnień

szepczą słowa tak ciche,

że ich prawie nie słyszę.

Lecz po chwili znowu znikają,

jedna po drugiej,

i w tej nocnej ciemności

znowu muszę je grzebać,

znów przywalać ciemnością, z której przyszły,

a ta jest jeszcze czarniejsza!

Już bez płaczu, już bez pochodni

i być może na zawsze.



Przyszła także Berta Soucaret,

młodziutka Kreolka z Gwadelupy,

gdzie pachnie wanilia.

Była chyba najpiękniejsza ze wszystkich.

To możliwe. Już nie wiem.



— Niech pani nie odchodzi tak szybko,

niech mi pani uwierzy,

musiałem się wtedy rzucić

pani pięknu do kolan

i już tylko we śnie całować

jego nogi,

chociaż pani od dawna nie żyła.



— Kiedy sobie panią przypomnę,

jeszcze dzisiaj

słyszę swoje stare serce.



— A wspomnienia, które nie były piękne,

i te, w których nie ma miłości,

porzucę, niech leżą przy drodze,

zostawię je na pastwę kondorów.



Jaroslav Seifert

przekład Leszek Engelking

Osika jest biała




Mija godzina. Umknął czas nieubłaganie,

Ale kiedy przychodzisz we śnie na spotkanie,

Twe ramiona są świeższe niż dzień o świtaniu,

             Oczy jaśniejsze.



Jak w przeszłości całuje Cię ma pamięć tkliwa.

Jesteś. Biegniesz pospiesznie i z tarasu spływasz

Pachnąca, i leciutki krok Twój się urywa,

            Tonąc wśród kwiatów.



Jesiennym popołudniem w ulotnym mirażu

Osiki, której postać mgiełka przeobraża,

Czy zobaczę rumieniec jeszcze na Twej twarzy

             Z cienia i słońca?



Paul-Jean Toulet

przekład Lidia Sujczyńska

[Czy to możliwe, że ta nieślubna para...]




Czy to możliwe, że ta nieślubna para z dorosłym już synem się

rozpadła? — Niewątpliwie. — Życie było silniejsze. — Wyczerpali

wszystkie spojrzenia i wszystkie łzy. — Kochali się. Rozdzierali się.

Zobaczyli się nagle w innym świetle. — Musimy się rozejść. —

Odejdziesz, wołały pociągi pod wiaduktami. — Pójdziesz sobie,

śpiewały dzwony w miastach.

      Ojciec spotkał się z synem. Miał brudną plamę na twarzy i był

nieogolony. — Gdzie indziej widziano przechodzącą córkę. Niosła coś na

kształt gitary.

      Gdzie te czasy kiedy matka biegła do okna by patrzeć jak jej dziecko

oddala się aleją... Uwielbiali się. Wyczerpali się.



      Z jaką przyjemnością rani się nawzajem...

      Takie myśli sprawiają, że się patrzy czy to drugie już krwawi...

      Ach, te wzruszające słowa, od których się blednie...



      Uwielbiali się. Rozeszli się.



Léon-Paul Fargue

przekład Jerzy Lisowski

Piosenka




Brzemieniem świata

      jest miłość

Którą przytłacza

      samotność

którą przytłacza

      żal



      brzemieniem

brzemieniem które dźwigamy

      jest miłość.



Kto temu zaprzeczy?

      W snach

dotyka

      naszych ciał,

myśli

      przemienia

w cuda

      dręczy

wyobraźnię

      aż się

narodzi

      w człowieku —



wygląda z naszych serc

      płonąc czystością —

brzemię naszego życia

      miłość,



choć jej ciężar dźwigamy

      znużeni,

wytchnienie znajdziemy

      w ramionach miłości

nareszcie

      wytchnienie w ramionach

miłości.



Nie ma wytchnienia

      bez miłości

nie ma snu

      bez marzeń

o miłości —

      szaleniec czy nieszczęśnik

dręczony przez anioły

      i maszyny,

zapragnie w końcu

      miłości

— przeminie gorycz

      i upór

nie wytrwasz długo

      w uporze:



zbyt wielkie jest brzemię

      — które daruje

nie pragnąc w zamian

      jak myśl

jest dana

      w samotności

w przepychu swej

      przesady.



Gorące ciała

      lśnią splecione

w ciemności

      w ruchu rąk

ku wnętrzu

      ciała

drży skóra

      szczęśliwa

i radosna dusza

      pojawia się w oczach —



tak, tak

      tego właśnie

pragnąłem

      zawsze pragnąłem,

zawsze pragnąłem

      powrócić

do ciała

      które mnie zrodziło.



Allen Ginsberg

przekład Grzegorz Musiał

Zdarzyło ci się czasem




Zdarzyło ci się czasem, gdy mglisto dokoła,

Żebyś jak król posępny, smutny jak kochanek,

Spoglądał na ocean, który księżyc woła,

A on rośnie mistycznych potęgą zachcianek?

Febe z niebiańskich wyżyn, łagodna i hoża,

Pieści wzrokiem ów żywioł, co w głębi spiętrzony

I z pomrukiem miłosnym, do mszystego łoża,

Zda się, chciałby ją ściągnąć gniewnymi ramiony.

Tak samo w gorzkiej nocy, o Febe z opalu,

Szukając stąd — z tych nizin — twych oczu płomienia,

Czarnowłosa kochanko, przesłodka w swym żalu —

Tak piętrzy się ku tobie toń mego cierpienia.



Alphonse Esquiros

przekład Janusz Strasburger

Z nim będziesz szczęśliwsza




Zrozum to, co powiem,













































Deszcz




To rozdzwoni się nad wieże w złocie kopuł,

to jak rzeki nurt wezbrany krzyczy w ucho.

Dzień deszczowy obszedł miasto wokół,

pluszcze głucho.



O czym myślisz w takiej właśnie chwili?



Myślę o tym, dlaczego tak myli

na rękawie twego futra znamię,

co mnie jak kamień ugodziło,

czyje wspierało ciebie ramię

i czy wyświechta czas naszą miłość.



Znowu dudni uporczywy rytm ulewy,

bębni w drzewa, bębni w każdy dach,

wystukuje moje smutki, moje gniewy,

wątpliwości, wszystek głupi strach.



To rozdzwoni się nad wieże w złocie kopuł,

to jak rzeki nurt wezbrany krzyczy w ucho.

Dzień deszczowy obszedł miasto wokół.

Pluszcze głucho.



Miroslav Válek

przekład Jerzy Pleśniarowicz

Wschód słońca




                                               Claude Monet, Impresja, wschód słońca



Słońce niesforne, bezmyślny staruchu,

Czemu, natręcie,

Przez kotary i szyby budzisz nas zawzięcie?

Cóż obchodzą kochanków prawa twego ruchu?

Wścibski pedancie, idź lepiej strofować

Zaspanych uczniów, złych terminatorów,

Idź, powiedz dworskim łowczym, że król chce polować,

I wiejskie mrówki pogoń, niech śpieszą do zbiorów;

Miłość, co kalendarza nie zna ni atlasu,

Zwie chwile, dnie, miesiące łachmanami czasu.



Myślisz, że jaki gwałt zadają oku

Twoje promienie?

Starczy mi, by je zaćmić, powiek jedno mgnienie,

Lecz nie chcę na tak długo tracić jej z widoku;

Jeśli cię oczy jej jasne, choć senne,

Nie oślepiły, spójrz na świat przytomnie

I powiedz, czy wonności i skarby bezcenne

Są jeszcze w Indiach, czy też leżą tu koło mnie.

O wszystkich królów, jacy pod Słońcem istnieli,

Pytaj — usłyszysz, że są tu, w mojej pościeli.



W niej Księstwa, we mnie zaś Książęta drzemią:

Cóż trzeba więcej?

Przy tej miłości, bardziej niż władza książęcej,

Wszelki honor jest fałszem, wszelki skarb — alchemią.

Tyś, Słońce, takiej nie zaznało łaski

Jak my: w nas bowiem świat zawarł się cały,

Więc spocznij, stare Słońce, bo skoro twe blaski

Miały świat ogrzać — dość, że nas dwoje ogrzały.

Świeć tylko nam obojgu, a znajdziesz się wszędzie:

Twoją sferą te ściany, centrum — łóżko będzie.



John Donne

przekład Stanisław Barańczak