Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja japońska. Pokaż wszystkie posty

Elegia z cytryną




Aż tak bardzo czekałaś na tę cytrynę

i wzięłaś ją z moich rąk,

leżąc na oślepiająco białym łożu śmierci, które napawało mnie smutkiem.

Łapczywie gryzłaś ją swymi pięknymi zębami.

Rozpływał się dokoła topazowy aromat . . .

Tych kilka kropel cytrynowego soku zesłanych widać z nieba

w okamgnieniu ożywiło twoją świadomość.

W twoich czystych jak błękit oczach zamajaczył uśmiech.

O ! Jak powraca siła w twojej dłoni, którą splotłaś z moją!

W twoim gardle nadal coś się kotłuje,

lecz w tym ostatnim momencie życia

moja Chieko przemieniła się znowu w dawną Chieko.

W jednej przelotnej chwilce skoncentrowałaś całe swoje przywiązanie do życia

i niedługo potem —

tak jak ongi na szczycie wzgórza — wydałaś głębokie westchnienie.

I w tym momencie przyszła śmierć . . .

Opodal kwiatów wiśni, które ustawiłem przed twoją fotografią,

położę dzisiaj znowu ożywczo połyskującą cytrynę.



Takamura Kōtarō

przekład Adachi Kakuzo

Pociąg po raz drugi nie przyjedzie







Zabierając wszystkich, nielicznych zresztą i małomównych

pasażerów,

jakby ich wymiótł do czysta,

ciemny pociąg wreszcie odjechał.

Opustoszał nocny peron,

na którym zamknięto już kioski,

i nawet gniazdo jaskółki jest puste.

Wygasły światła,

znikła też cała dworcowa obsługa.

Trudno mi pojąć, dlaczego tkwię tam tylko ja.

Powiało wreszcie suchym wiatrem

i zawirował kurz nad ciemnym peronem.

Pociąg już po raz drugi nie przyjedzie.

Choćbym czekał, nie wiem jak długo, będzie to daremne.

Nigdy już nie przyjedzie —

wiem o tym.

Ale chociaż wiem, nie mogę się stąd oddalić.

Muszę oswoić się ze śmiercią.

Stoję wśród pustki, która jest gorsza od śmierci.

szyny połyskują jak ostrza noży . . .

Pociąg jednak już nie przyjedzie,

a więc nie będę mógł umrzeć rzucając się na tory.



Takami Jun

przekład Adachi Kazuko

Rozstanie




Ze związanymi czarnymi włosami

byłaś ubrana w delikatne japońskie kimono.

Trzymałaś głowę na moich kolanach

i otwierałaś twoje wielkie jak kwiaty oczy,

by je po chwili spokojnie przymknąć.

Uniosłem obiema rękami do góry

twe delikatne ciało . . .

Czy ty wiesz, jak bolesna jest nieważkość twego ciała?

Nerwami moich rąk

odczułem tyle, jakby spadła na nie kropla.

Z wyciągniętymi rękami i przymkniętymi oczyma

uświadamiałem sobie, że coś mnie do głębi przenika,

coś, co przenika jak kropla . . .



Nakano Shigeharu

przekład Adachi Kazuko

Czas zmroku to dobry czas




Czas zmroku to dobry czas.

Bezgranicznie słodki czas.



Nie jest to zależne od pory roku.

Z nastaniem zimy usiąść przy kominku,

w lecie — w cieniu wielkiego drzewa :

to jest zawsze pełne tajemniczego uroku,

to zawsze oczarowuje ludzkie serca.

Zmrok jakby wiedział,

że ludzkie serce

najczęściej

uwielbia ciszę i spokój,

więc mówi cicho, szepcze delikatnie.



Czas zmroku to dobry czas.

Bezgranicznie słodki czas.



Dla ludzi tchnących młodością

to pora wypełniona pieszczotą,

to pora przepojona słodyczą,

to pora podsycająca nadzieję,

a dla ludzi wyzbytych marzeń młodości,

gdyż je już utracili,

to pora słodkich wspomnień,

pora upajania się dawno przeżytymi snami,

ale też jest to pora miłego aromatu ich przeszłości,

której nie zdołali zapomnieć,

choć dziś w ich sercach wywołuje już tylko ból.



Czas zmroku to dobry czas.

Bezgranicznie słodki czas.



O zmroku

natura jakby zachęcała człowieka do spoczynku.

Wiatr łagodnieje,

milkną wszystkie odgłosy,

człowiek czuje się tak, jakby słuchał oddechu kwiatów,

nawet źdźbła traw dotąd kołysane wiatrem

nieruchomieją w jednej chwili,

a ptaszki chowają główki między skrzydła . . .



Czas zmroku to dobry czas.

Bezgranicznie słodki czas.



Horiguchi Daigaku

przekład Adachi Kakuzo

Pies, którego nawet nie widziałem na oczy




Ten pies, którego nawet nie widziałem na oczy, stale się za mną wlecze.

Widmo psa, wynędzniałego kaleki, który utyka na tylne łapy.



Ach, nie wiem, dokąd zmierzam,

a tam, gdzie teraz idę,

wicher z łoskotem buszuje po dachach czynszowych domów

i na pustej, ponurej parceli na skraju ulicy

suche źdźbła trawy chwieją się miękko, delikatnie.



Ach, nie wiem, dokąd zmierzam,

a u mety, ku której kroczę, wielki księżyc, Uosobienie życia, płynie beztrosko po niebie

i dzięki temu na pustej jezdni za moimi plecami

wlecze się po bruku wydłużony cień psiego ogona.



Ach, wszędzie, wszędzie na każdym wręcz kroku

ów pies, którego nawet nie widziałem na oczy, stale się za mną wlecze,

czołga się po brudnej jezdni,

wycieńczony pies, utykający na tylne łapy, wciąż idzie za mną,

widmo psa, Uosobienie Samego Nieszczęścia, psa, który

z daleka od dłuższego już czasu,

śmiertelnie przerażony, głośno i przeciągle wyje do

samotnego księżyca w przestworzach.



Hagiwara Sakutarō

przekład Adachi Kakuzo