Napisane w Warszawie w 1938 r.
W każdy wieczór powraca ojczyzna,
żaden kraj cię od niej nie oddzieli,
żaden czas się nie wyda zbyt długi.
Tu zaułek daje ci znać o niej,
jakaś karczma oczy łzami mroczy,
jakiś śpiew ci dawność przypomina.
Pachną łąki, drzewa gwiazdy niosą,
wszystko jest tam, skąd odejść zdołałeś,
gdzie sam sobie zabroniłeś mieszkać.
Nawet w sen twój wciska się to wszystko,
co zostało tam i szuka ciebie,
coś opuścił otula cię teraz
i do ucha twego szept się łasi:
ślepym bogom powinieneś kadzić.
Że jej woń cię dobiega, bądź kontent,
do powrotu okręt w porcie wzywa,
mewobiały okręt, pełen światła,
już rąk pełno, wzywają cię głosy...
Ale obok jakaś barka szlocha,
zdziurawiona i w wielkiej potrzebie,
strach i smutek wyziera z jej szczelin.
I kierując się w stronę jasności
nagleś utknął, serce nakazało:
twoje miejsce na czarnym okręcie!
Nie dopłyniesz nigdy, dokąd chciałbyś,
Cóż cię zmusza do trwogi i smutku
na ten okręt czarny bez powrotu?
Czy masz łąki tam, drzewa i gwiazdy,
karczmy, ulic zaułki i śpiewy,
i przyjaciół w pełni blasku stamtąd?
Czyli masz tam jedyne to serce,
co nie mogłoby bić
bez wolności...?
Franz Theodor Csokor
przekład Jan Koprowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz