Zasnąłem mocno, będąc prosto z drogi,
A chmury szły i z nimi zlatywałem
W ojczyste góry, na pachnące stogi,
Gdzie niegdyś w młodych objęciach sypiałem.
Nad ranem przebiegł po paryskich dachach
Deszcz i mnie zbudził. I czułem półsenny,
Jak gra mosiężnych parapetów blacha,
Jak bębnią krople po szybach okiennych.
Przez tę muzykę, przez smutne pluskanie
— Ty śpisz? — głos miły przebił się z lat starych,
Błysnął jak słońce na karpackim sianie
Zgubiony sen i opromienił Paryż.
przekład Bohdan Zadura
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz