Koszary




nawet ich nie widzimy i nie wiemy jakie są

przecież przed świtem wybiegamy z nich i wracamy

o północy

pewnie są murowane

jeszcze dziś pachnie w nich końskim potem

i sianem ze stajni husarskiego regimentu

zdaje się że mają kamienne schody

a kiedy skrobiemy ich nieskończenie czarną podłogę

odłamkami szkła i tępymi brzytwami

to jest tak jakbyśmy skrobali grzbiet wielkiego wieloryba

który ugrzązł na mieliźnie

w listopadowej mgle o szóstej rano

rozlega się trąbka pobudki

odrywająca każdego od jego nocnej dziewczyny

i przy chrapliwych pokrzykiwaniach kaprali

druga zmiana zeskakuje na głowy pierwszej

w żaden sposób nie możemy rozewrzeć powiek a dłonie

wciąż jeszcze wyciągają się ku odpływającym dziewczętom

i tak zaczyna się dzień.




przekład Bohdan Zadura

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz