Cicho zieleni się lipa w zaczynającym się lecie
daleko uciekłszy miastom, trzepoce
matowo błyszczy księżyc dnia. Już jest południe
już promień porusza się w studni
już podnosi się spod czerepów
zmasakrowane skrzydło bajecznego ptaka,
i ręka zniekształcona od rzutu kamieniem
opada w budzące się żyto.
Tam gdzie niebo Niemiec ziemię czerni
ich anioł o ściętej głowie szuka grobu dla nienawiści
i podaje ci misę serca.
Garść bólu rozprasza się po pagórku.
Siedem lat później
znów ci przypomni się to
tam u studni przy bramie
nie patrz na samo jej dno
oczy by mgłą ci zaszły.
Siedem lat później
w domu żałoby gwar
podnoszą kaci wczorajsi
złocisty kubek do warg
oczy musiałbyś opuścić.
Już jest południe, w popiele
żelazo się gnie, na cierniu
zatknięto sztandar, na skałach
snu prastarego odtąd zostanie
przykuty orzeł.
Tylko nadzieja przykucnięta ślepnie od światła.
Rozluźnij jej pęta, sprowadź
po stoku w dół, połóż
swą rękę na jej oku, by jej
cień żaden nie spalił.
Tam gdzie ziemia Niemiec niebo czerni
chmura szuka słów i krater wypełnia milczeniem
zanim ją lato w skąpym deszczu usłyszy.
Idzie Niewysłowione, powiedziane cicho, przez kraj:
już jest południe.
Ingeborg Bachmann
przekład Stanisław Jerzy Lec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz