Mieczyki (najpiękniejsze te co rosną na niej) kołyszą się
Jest pogoda nad śmiertelnym jej kamieniem błękit
Promienista jesień bez trwogi
Krzyk żyłkowanego marmuru
W nim ona czarna bardzo mocno zawarta
Nago pochowana pod ciężarem mych marzeń
A góry pełne blasku są zbiornikami łez
Dobrze tu z dala od wieku żelaza
Śpisz na nich chłonąc zapach liści
Butwiejących
Rzeźwe powietrze wieczoru jego północne widowiska
Wraz z przeraźliwym oddechem próchnicy
Błyszczą łzy mój kamieniu
Łzy się toczą o krwi moja
. . . . . . . . .
I zieleń chce ożywić podnóża twych gór
Tak nas przyciąga
Ku łagodnej bryle ziemi twego serca.
Pierre Jean Jouve
przekład Zbigniew Herbert
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz