Chciałbym bardzo wiedzieć, jaka
będzie moja śmierć,
czy jak ciężki czarny oddech
wyjdzie ze mnie duch?
Może ciało me opuści
niby gorzka żółć?
Może z oczu się wyleje
niby perła — łza,
będzie drżała, migotała,
gdy nie będzie mnie,
w jakimś czułym sercu błyśnie
lub w diademie gdzieś?
Może trzeba będzie skończyć
jak szalona ćma,
która tańczy i wiruje
nad płomieniem świec?
Albo może moja dusza
niby płomyk sam
będzie błyszczeć jeszcze długo
i oślepiać mrok
i zagaśnie tak bez śladu,
kiedy przyjdzie noc,
która wszystko już ogarnie
czarnym płaszczem swym?
A może nie śmierć sądzona,
pókim jeszcze żyw,
stanę w sukni papierowej
pośród innych ksiąg,
gdy wnętrzności moje wyje
zwykła szara mysz
i rozwlecze moich kości
papierową biel?
Może żywy jeszcze stanę,
gdzie mi kopią grób,
i samotny kadisz zmówię
nad sobą ja sam?
Może jednak śmierć nadejdzie
jakby nigdy nic,
w noc zimową, złą i wietrzną
zagna mnie pod płot,
gdzie i głodny, i zmarznięty
zdechnę jak ten pies,
śnieg zasypie moje ciało,
mój ostatni głos
i przekleństwo me rozniesie
na świat cały — wiatr.
przekład Jarosław Iwaszkiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz