Stanąłem na skraju lasu:
Drozd śpiewał. Za tym progiem
Zmrok zewnętrzny się stawał
Wewnętrznym mrokiem.
Zbyt ciemno było w gęstwinie,
By fruwać z gałęzi na gałąź;
Śpiew — już tylko tym jednym
Ptak mógł się zająć.
Z blasku zachodu słońca
Przetrwało pasemko cienkie
W ptasim głosie — dość, by po ciemku
Skończyć piosenkę.
Przez mrok leśnych kolumnad
Płynęła muzyka drozda,
Prawie wezwanie: wejdź w ciemność,
Gdzie ból i groźba.
Nie, ja chciałem wpatrywać się w gwiazdy,
Ku ciemności obrócony tyłem.
Nie wszedłbym nawet naprawdę
Proszony; a nie byłem.
Robert Frost
przekład Stanisław Barańczak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz