[À John Middleton Murry]
Domy czerwone, bruki prażą, błękit w liściach...
Ślepiec o oczach mlecznych ściska psa-parszywca;
We włosach tłustych połyskują mu źdźbła słomy,
Hiszpański sold potrząsa w kubku swym cynowym.
Dziecko rynsztokiem wodzi się z zarżniętą kozą.
Dziewczęta roześmiane w stronę rynku wiozą
Ciężkie naręcza różowego bzu na taczkach.
Woń smażonej papryki wlecze się po uliczkach,
I psy śpią od much czarne. Na wybrzeżach długich
Tłum żółtych marynarzy sprzedaje papugi
Fijołkowe, słoniową kość i pióra strusie.
Z masarni przesyłają swe zapachy trufle,
I pasterze od których czuć łojem i owcą
W skórzanych torbach mleko wydojone niosą.
Butwiejące bażanty, zgniłe mięso z konserw
Powietrze syci. W dole gdzieś krzykliwy koncert
Odległej trąbki z koszar jak wodotrysk wzbił się.
A jednak właśnie tutaj, me brzemię najmilejsze,
W którąś noc cię uniosę w objęciach, pod lampy
Na narożnikach ulic i pod gwiazd girlandy,
Pod nietoperze, księżyc, wśród uliczek stromych
Z daleka od oberży o szybach zielonych,
Gdzieś mi tańczyła z liśćmi wplecionymi w grzebień
Pod swym woalem lekkim jak pod skrzydłem pszczelem,
Gdzie tańczyłaś wśród cytryn i oparów ponczu,
Krzyków, błękitu fajek, przekleństw domokrążców,
Tragarzy, wyrobników i cieśli portowych;
Gdzie tańczyłaś, zrywając płatki róż wciąż nowych
W blasku czterech pochodni z żywicy i smoły;
Gdzie tańcząc wyżymałaś swoje włosy rude
Na ziemi, gdzie schły wina czerwone kałuże.
Tristan Dèreme
przekład Ryszard Matuszewski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz