Składałem świeży bukiet przez poranek cały,
Jakbym chciał związać wstążką dni, co mi zostały
I nurzać twarz w ich woni.
Lecz na pierwsze skinienie Czasu, już w południe,
Wymknęły mi się kwiaty, którem zbierał żmudnie,
I zwiędły w mojej dłoni.
Czuła dłoń, czuło serce ich ostatnią drogę;
Przyjąłem bez urazy łagodną przestrogę
Czasu, którego władza
Posępną gorycz śmierci w milszy smak obleka:
Pozwala duszy przeczuć rychły kres człowieka,
Lecz przeczucie osładza.
Żegnajcie kwiaty! Słodkie były wasze wonie;
Co zdobiło za życia, nawet i po zgonie
Do zasuszenia służy.
Podążam waszym śladem; na cóż próżne żale?
Jeśli woń życia będzie piękna, nie dbam wcale,
Czy przetrwa od was dłużej.
George Herbert
przekład Stanisław Barańczak

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz