Droga przed nami już szarzała w mroku,
Przez park runęły długie ciała cieni,
Lecz na listowie ciemnych twoich włosów
Wkładało słońce wieniec swych promieni:
Odbiciem ziemskim świateł był jedynie
Ów blask łagodny, który przecedzała
W zapach i ciszę w wieczornej godzinie
Wędrówka dusz, co rzeczy przenikała.
Zapach i cisza. Ten zapach tajemny
Lśnił w twoich włosach niebiańskim spokojem,
Nigdy mi los mój nie był tak przyjemny,
Blask się przez oczy sączył w serce moje:
I nie wiedziałem, i ktoś we mnie wątpił,
Czy ty tu jesteś, czy też głogu krzewem
Jest twoje ciało, w którym Bóg był zstąpił?
W listowiu jego duszy czuję drżenie?
W milczeniu długo stałem urzeczony,
Minuty przeszły, biegły lat tysiące,
Poczułem nagle twojej na swej dłoni
Dotyk i wzniosłem powieki mdlejące,
I czułem: znów mi do serca przenika,
Jak zmartwychwstała w ścierpniętych żył lochach
Krew, ta gwałtowna, wspaniała muzyka:
— Ziemskie uczucie: tak bardzo cię kocham!
Árpád Tóth
przekład Bohdan Zadura
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz