Ciężki dojrzały zapach gazu,
Stos kopert płowiejących
Na stoliku w hallu — już nikt
W tym wynajętym powietrzu nie pamięta
Nazwisk, co kiedyś podały ten adres.
Być może już o nas zapomniano,
Myśli, wchodząc po schodach
Aby z nim spędzić trzydniowy weekend.
Na tych ulicach wyłożonych kostką,
Na tle okien rozparcelowanych mieszkań,
Drzewa wypadają bujnie i zielono.
Powietrze jest wilgotne, a z ulicy
Dobiega do niej krótki szczek
Zatrzaskiwanych drzwiczek samochodu.
On jej dotyka, ona widzi siebie
Wepchnięta znów do obskurnego miasta
W innej części Europy: jakże tu
Parno, jakże ten tłum na chodniku
Ciśnie, to znów rzednie, machając portretami
Zakrzepłej twarzy męża stanu.
Teraz pomiędzy dwojgiem walczących ciał
A zaplamionym materacem
Jest tylko cienkie prześcieradło.
A teraz jego twarz tężeje jak na zdjęciu,
A ona słyszy z odległości
Fałszywe uniesienie tłumu
Co jest samotny i posłuszny.
Tom Paulin
przekład Piotr Sommer
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz