Pod portret




Stygnie słoneczny blask w graficie zmierzchu.

Swoimi bezkresami i głębiami

milczące niebo świeci w moją twarz.

W nic już nie wierzę. Jestem stary.



Stary jestem, na mej zniszczonej twarzy

przerażających wód pustkowie.

Pył granitowy zmroku. Tylko

welon porów brutalnie koronkowy.



Bicie fal. A później miękkiej nocy

nieszczęsny szum. Jak ślepy owad

miotam się w ciasnym pudle świata

nad moją głową ciemniejącym.



Samotność czyha w łóżku mym bezdennym,

nie wyjdę nigdy z jej długiego cienia.

Wieczna samotność chlebem mym powszednim.

Jak woda. Jak ojczysta ziemia.



János Pilinszky

przekład Jerzy Snopek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz