Nosimy w sobie, spragnieni, wspomnienia
te dawne pogłosy omdlałego szczęścia.
Przesypujemy w sobie,
zliczamy,
kiedy zgrzytają szprychy ciała,
kiedy gorączka pełznie po rozbitej tęczy,
kiedy przejrzałe serce już się zrywa z gałęzi.
Jak sikorka
wylatuje z nich pierwsza wypłoszona
pierś dziewczęca,
pachnie pierwszą trawą,
po której boso biegły nasze pocałunki.
Starzejący się konkwistadorzy
podajemy usta wspomnieniom.
Próżno. Mijają nas i płyną dalej.
Przysłaniamy oczy: może zabłyśnie
jak żagiel na horyzoncie
i wystrzeli jeszcze złotym snopem fanfar?
Ach, z której strony,
skąd ją przywieją passaty?
Starzejący się konkwistadorzy, samolubni piraci,
przesłaniamy oczy:
może ujrzymy jej maszty?
Może ciśnie nam w nozdrza
słony zapach dali, krew i pot walk zwycięskich?
A może już tylko zimna,
mętna fala
zaleje nasze przerzedzone włosy?
Vojtech Mihálik
przekład Antoni Brosz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz