Nie przeczytałem ksiąg mądrości
i nigdy ich nie doczytam.
Chłopięctwo moje, lata skąpane
w błękicie nieba, w trawach łąk
oblanych zielonym Wagiem,
śpią zamknięte w ciasnej izdebce.
Wróżbici uczyli mnie rozumieć świat,
tajemny, niepojęty lot ptaków,
uczyli bać się diabła,
zapalać gromnice
i w skrofuliczne oblicza świętych
nie spełnione szeptać pragnienia,
szeptać przez kwiaty konfesjonałów
nie popełnione grzechy.
Wróżbici wmawiali we mnie
doczesność niezmienną świata,
piekło wolnego rozumu
i nędzę ludzkiego bytu.
Przed burzą ksiąg zakazanych
czarną sutanną
niespokojną spowijali duszę,
co przeczuwała niespokojny huragan myśli,
sny burzycieli,
prawdę.
Sercem moim chcieli podpierać
spróchniałe nogi tronu,
na którym Bóg obojętny drzemie
w epoce kosmicznych lotów,
gdy śmiała materia, tnie przestrzeń
susząc moczary żyjącej głupoty
i skraca odległość między sercami,
uzdrawia i niesie światło.
Gdy helikoptery idą w zawody z aniołem,
koła Archimedesa znów świecą w piasku.
Gdy budzą się narody
otwieram oczy, otwieram uszy,
w spragnione zmysły
chłonę przepastne tony
ludzkiej odwagi,
rozumnej ludzkiej prawdy.
Dzięki ci mądry szatanie,
że w raju wygód i dozwolonych pragnień
natchnąłeś praojca naszego Adama,
by pod płomieniem mieczów
wszedł w świat walki i pracy,
i że mu dałeś zakosztować
cudownego jabłka poznania.
Vojtech Mihálik
przekład Antoni Brosz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz