Nadejdzie starość i żal cię ściśnie,
że obrażasz i dzisiaj tym się szczycisz.
Sumienie u klamki zawiśnie,
w każdym wspomnieniu za gardło cię chwyci.
Twój stary pies przy tobie się położy,
dnie będziesz trawił, na fotelu drzemiąc,
bo noc samotna duszę ci zatrwoży,
złowieszcze cienie zbiorą się nad ziemią.
Stara sobaka zaskowyczy nieraz,
jednak w pokoju będzie pełno ciszy
i nieobecność będzie ci doskwierać
kogoś z przeszłości w samotniczej niszy.
Krzątać się poczniesz, gdy się już nadrepczesz,
spoczniesz, by ulżyć starych nóg słabości,
ku swej młodości w złotych ramach szepniesz:
sam nie kochałem, bom nie znał miłości.
Cóż mogłem więcej? — z rozpaczą zapytasz.
Bezzębne usta nie znajdą odpowiedzi.
Ty, co przed słońcem oczy wciąż zamykasz,
zapragniesz, aby księżyc cię nawiedził.
Bo jeśli zaśniesz, łóżko zacznie się miotać
jak źrebak, który na uprząż się złości.
Bojaźń twe myśli przeżre, nie tęsknota
do zdradzonej, straconej miłości.
I sam to kiedyś w duchu swym rozstrzygniesz.
Boleję, ale serce swe zatrzasnę,
bo ból ten wkrótce we mnie już wystygnie,
zaśnie jak dziecko i ja także zasnę.
październik-listopad 1936
Atilla József
przekład Jerzy Snopek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz