Umiejscowiłem je, moje widmowe miasto —
Obszar wieczystych popołudni,
Smętnych domów, kos rdzewiejących w strzesze
I jakże częstej chwiejnej uległości
Wobec objęć bagna, kosmyków wełnianki.
Do nielicznych mieszkańców należy pustelnik
O jednej kozie i dwóch kociołkach, trwający
Dalej wśród orlicy, nerwowa stara panna
Która pilnuje poczty, latarnik
Co wychodzi na dwór, żeby odebrać prowiant.
Jako że nikt się jeszcze za to nie wziął,
Odnowię szyld z napisem KINO
i wydobędę z pogranicza widoczności
Wyblakłe zdjęcia z ostatnich niemych filmów:
Zostanę miejscowym ekscentrykiem —
Już usunąłem się w cień, by uzupełnić
Rozliczne luki w moim wykształceniu:
Cechy klimatu, garść zapomnianych
Melodii pentatonicznych, a z czasem
Słowa dialektu na oznaczenie części ciała.
Z taką ilością pracy rzeczywiście
Nie potrzebuję żadnych przyjaciół ani krewnych —
Chociaż nim zdążą uznać mnie za swego
(To sprawa reputacji i własnego pola)
Napiszę jeszcze jeden list do domu.
Michael Longley
przekład Piotr Sommer
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz