Obramowani ozdobami, po kolei
zaczęliście się stawać
twarzami zmarłych — tych
co umarli młodo, co poza sobą
nie zrobili nic, i starców
usadowionych w fotelach jak na tronach,
gotowych umrzeć, ale uśmiechniętych.
To nadchodzi jak wieczory
zamulające wysokie okna.
Wasz głos rozbrzmiewał tutaj, ale teraz
odwiedzam was, umarli, tamtymi
znajomymi spojrzeniami. Spytajcie mnie, jak
doszliśmy do tego ognia, a ja zaśpiewam
waszym głosem, miękko, o nieobecnościach.
Tom Paulin
przekład Piotr Sommer
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz