Iskry spod koła




                                                               By Augusto Cordeiro




Tam, gdzie miejski tłum przez cały dzień przemieszcza się bezustannie,

Schodzę na bok, przystaję, przyłączam się do grupy patrzących dzieci.



Przy krawężniku, na płycie chodnika,

Przy kole stoi szlifierz, ostrząc wielki nóż,

Nachylając się, ostrożnie przytrzymuje go przy kamieniu kolanem i stopą,

Która miarowym ruchem napędza urządzenie, kiedy stanowcza ręka tylko lekko przyciska,

Wtedy obfitym strumieniem lecą

Spod koła iskry.



Jakże ten obraz z jego szczegółami porywa mnie i porusza:

Smutny, stary człowiek o spiczastym podbródku, w znoszonym ubraniu,

                                                                                z szerokim skórzanym pasem na ramieniu,

Ja, płynny jak lawa, osobliwie szybujący fantom, co na moment zastygł,

Ta grupka (zapoznany fragment większej całości),

Skupione, milczące dzieci, w tle  — hałaśliwa, dumna, nerwowa ulica,

Niski, chrapliwy pomruk wirującego kamienia, lekko przyciskane ostrze,

Padający, rozpryskujący się złoty deszczyk,

Iskry spod koła.



Walt Whitman

przekład Andrzej Szuba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz