Zachodzącemu nierad przyglądam się słońcu,
Gdy w szarym popielisku horyzontu kona,
Gorzki zmierzch pozostawia na języka końcu
Cierpki smak — jak wtedy, gdy w płaczu drżą ramiona.
Czuję także niechęć do róż zerwanych woni,
Powplatanych we wieńce lub w bukiet włożonych,
I do zapachu, który pozostawia w dłoni
Fiołek w zacisznym cieniu cyprysów zrodzony.
A jutro się pojawi na wzgórzu zielonym
Jakaś nowa mogiła — na niej nowe imię,
Śmierć wionęła swym tchnieniem na kwiat rozchylony
I burzy ciężar wątłą przełamał roślinę.
Jeśli ciężar twój zwiększa mijająca wiosna
A rychły upływ czasu coraz bardziej dręczy,
To nazbyt wiele ważysz ziemio bezlitosna,
Gdy ciążysz w taki sposób na ciałku dziecięcym.
Henri de Régnier
przekład Jacek Kolbuszewski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz