Zieleni morza, admirale zieleni,
zieleni lądu, towarzyszko rolnych robotników,
niezliczona zapowiedzi szczęśliwości dla wszystkich,
nieskończone niebo stada pasącego się na wiecznych pastwiskach.
Podmorskie światło leśnych okolic,
gdzie rośliny, owady i ptaki trwonią życie
w przyciszonej miłości znalezionego boga.
Zielony zapachu agawy,
która w roślinnym swoim kotle warzy
głęboki likwor
z deszczowych kropel i cienia.
Tropikalna wyżyno, gdzie piórem zielonym
poci się tauowana głowa ananasów.
Garbate krzaki zielone,
ubodzy krewni pagórków.
Zielona muzyko owadów, szyjących bez przerwy
szorstkie sukno przyziemnych traw,
moskity, które mieszkacie w głębi skrzypiec,
wtórze małych ciemnozielonych bębenków.
Zielona wściekłości kaktusa
i cierpliwości drzew, które zbierają
w zieloną sieć cudowny połów ptaków.
Wszelka zieleni, koicielko świata,
topiąca się w morzu, idąca górami do nieba,
płynąca po rzece — tej szkole nagości,
i w krowim ryku nostalgicznych wiatrów.
przekład Czesław Miłosz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz