Chodzi na pensję...




Chodzi na pensję do Sacré-Coeur.

To ładna dziewczyna o białej skórze.

Kiedy kwiaty kwitną, podczas szkolnych feryj

pod gałęźmi drzew jedzie w swej bryczce niedużej.



Zjeżdża z pagórka łagodnie. Jej wózek

jest stary i niemodny. Nie jest zbyt bogata

i tak mi przypomina te rodziny dawne,

wesołe, dobre, zacne — w pięćdziesiątych latach.



Przypomina mi uczennice z lat minionych,

imiona rokokowe, ich imiona z książek —

z nagród szkolnych, w okładek czerwieni i brązie,

o winietach owalnych, tytułach złoconych:



Klara d'Ellébeuse, Derval Eleonora,

Wiktoria de Percival, Lia Kosiarka oraz

Róża de Liméreuil i Sylwia Laboulaye.



Myślę, jak przyjeżdżały, by spędzać wakacje,

w majątkach, które jeszcze dawały dochody,

chrupiąc zielone jabłka i orzechy młode

przed pawiem w czarnym parku o złoconej kracie.



Był to dom, gdzie się miało obfitą zastawę,

jedzono wiele potraw i dużo się śmiano,

przez okno widać było zieloną murawę

i szyba lśniła, kiedy słońce się zniżało.



Później piękny młodzieniec o rękę ją prosił,

bardzo ładną dziewczynę, różową i białą,

co śmiała się, gdy w łóżku całował jej ciało.

I mieli dużo dzieci, bez żadnych trudności.



Léon-Paul Fargue

przekład Ryszard Matuszewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz