Blada gwiazdo wieczoru, daleka posłanko,
Co przez łunę przezierasz oczy promiennemi,
Niewierna lazurowym na niebie krużgankom,
Czemu spoglądasz ku ziemi?
W krąg cichną nawałnice... w wietrzaną pieszczotę
Zasłuchany las, płacząc, perliste łzy roni,
A złota ćma , bezszmernym, niesłyszalnym lotem
Ku wonnej szybuje błoni.
Czego szukasz na ziemi, uśpionej w niedoli?
Już tren twój, widzę, srebrny o szczyty gór trąca;
Umykasz, przyjaciółko, pełna melancholii,
Rozpływasz się i bledniesz — coraz bardziej drżąca.
Zniżasz lot... już się zsuwasz po nieb modrych zboczu,
Smętna łzo, taka lśniąca na nocy opończy,
Ku tobie wznosi pasterz zapatrzenie oczu,
Nim wieczorną wędrówkę z owcami zakończy.
Dokąd zmierzasz, o piękna, w tej nocy bezmiernej?
Czy w trzcinach szukasz rzecznych miejsca na posłanie?
A może, gubiąc w ciszy twój blask miłosierny,
Upaść chcesz, niby perła, w wód czarne otchłanie?
Ach, jeżeli masz umrzeć, jeśli w morza fali
Pogrążyć chcesz warkocze promienistych włosów,
Niech się jeszcze twe czoło raz błyskiem zapali.
Piękna Gwiazdo miłości, nie zstępuj z niebiosów.
Alfred de Musset
przekład Włodzimierz Lewik

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz