[Blada gwiazdo wieczoru...]




                                             Frederic Edwin Church, Gwiazda Wieczorna



Blada gwiazdo wieczoru, daleka posłanko,

Co przez łunę przezierasz oczy promiennemi,

Niewierna lazurowym na niebie krużgankom,

Czemu spoglądasz ku ziemi?



W krąg cichną nawałnice... w wietrzaną pieszczotę

Zasłuchany las, płacząc, perliste łzy roni,

A złota ćma , bezszmernym, niesłyszalnym lotem

Ku wonnej szybuje błoni.

Czego szukasz na ziemi, uśpionej w niedoli?

Już tren twój, widzę, srebrny o szczyty gór trąca;

Umykasz, przyjaciółko, pełna melancholii,

Rozpływasz się i bledniesz — coraz bardziej drżąca.



Zniżasz lot... już się zsuwasz po nieb modrych zboczu,

Smętna łzo, taka lśniąca na nocy opończy,

Ku tobie wznosi pasterz zapatrzenie oczu,

Nim wieczorną wędrówkę z owcami zakończy.

Dokąd zmierzasz, o piękna, w tej nocy bezmiernej?

Czy w trzcinach szukasz rzecznych miejsca na posłanie?

A może, gubiąc w ciszy twój blask miłosierny,

Upaść chcesz, niby perła, w wód czarne otchłanie?

Ach, jeżeli masz umrzeć, jeśli w morza fali

Pogrążyć chcesz warkocze promienistych włosów,

Niech się jeszcze twe czoło raz błyskiem zapali.

Piękna Gwiazdo miłości, nie zstępuj z niebiosów.



Alfred de Musset

przekład Włodzimierz Lewik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz