Romanca o księżycowej pełni




                                                       Rembrandt, Hiszpańscy Cyganie



Pełnia do kuźni weszła

w mantyli z tuberoz śnieżnych.

Chłopiec w nią patrzy i patrzy.

Chłopiec zapatrzył się w księżyc.

W powietrzu drgającym pełnia

porusza rękami swymi.

Odsłania, czysta i lubieżna,

piersi swoje z twardej cyny.

Uciekaj, księżycu, księżycu.

Gdyby Cyganie nadeszli,

zrobiliby z serca twego

wisiorki i pierścioneczki.

Chłopcze, dajże mi zatańczyć.

Kiedy nadejdą Cyganie,

odnajdą cię na kowadle

z zamkniętymi oczętami.

Uciekaj, księżycu, księżycu.

Już słyszę tętent ich koni.

Dziecino, zostaw mnie, nie depcz

mej bieli nakrochmalonej.



Jeździec się wciąż przybliża,

grając na bębnie równiny.

W kuźni dzieciątko leży

z oczami zamkniętymi.

Wędrują przez gaj oliwny

z brązu i ze snu — Cyganie.

Z głowami podniesionymi

i z przymkniętymi oczami.

Jakże zahukał puszczyk,

ach, jak zahukał w sadzie!

Niebem odchodzi pełnia

i dziecko za rączkę prowadzi.

W kuźni szlochają i płaczą,

w rozpaczy krzyczą Cyganie

Wiatr przy nich czuwa i czuwa.

Wiatr czuwa tam bezustannie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz