Szaleni! Stokroć śmiertelni szaleni,
Którzy w Fortuny tak ufacie dary;
Po ziemi tej, po kraju rozproszeni,
Cóż macie, żeby jej użyczać wiary?
Nie macie swego nic. To próżne mary
Krom łask, co niesie Natura w ofierze.
Toż, gdy Fortuna przypadkiem zabierze
Dobra, za własne miane w waszej myśli,
Krzywdy nie czyni, jeno praw swych strzeże,
Boście na ten świat bez niczego przyszli.
Nie trza, miast byście leżeli uśpieni
W łożach, gdy mrok już czarny albo szary,
Gonić by złota nabić do kieszeni,
Boć — pod księżycem jak wielkie obszary
Z Paryża aż po Pampeluny skwary —
Dość jest posiadać jeno skromne leże,
Aby pożywać chleb powszedni w mierze.
Niechby szanować was ludzie nawykli,
Krom dobrej sławy nic się w grób nie bierze,
Boście na ten świat bez niczego przyszli.
Jagody w lecie, owoce w jesieni,
Gdy wspólne dobra niósł błogi wiek stary,
Miód złoty, orzech i sok drzewnej rdzeni
Starczyły wszystkim wedle równej miary:
Miejsca nie miała zawiść ani swary.
Zima niech cieszy was i wiosny świeże,
Łaskom Fortuny nie ufajcie szczerze;
Nie opłakujcie straconych korzyści,
Chyba z rozsądkiem, ze statkiem i w mierze,
Boście na ten świat bez niczego przyszli.
Nie krzywdzi tedy, jeno praw swych strzeże
Fortuna, nie trza jej mieć w nienawiści,
Gdy wam ostatnią koszulę zabierze:
Boście na ten świat bez niczego przyszli.
Alain Chartier
przekład Maria Grzędzielska

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz