Nawiedzali nas aniołowie. I oni ongi
żyli po ludzku, w miłych krajobrazach,
trosk nie znając, ni owoców rzeczy dobrej — złej,
w gajach, nad ruczajami, taneczni,
zwierzętom pobratani,
i w śmierć wstępowali nogą lekką,
z gładkim czołem
jak w czułą wodę, jak w sarni sen.
Ludzie złotego wieku.
*
Dręczą nas chtoniczne demony. Ale i oni
ongi, za życia, znali słodycz istnienia. Słodycz korupcji
wszystkiego co jest i co nie jest, słodycz łakomstwa, lenistwa.
Niebianom zazdrościli ich miodu i gier, ochłody śmiechów
w przybytkach ich, w dobie wiekuistego lata. Ale i oni
znali słodycze rond w letnich ogródkach, księżycowe;
taumaturgowie, zaklinali planty, metale, planety,
by były im posłuszne, więc, similia similibus,
uprawiając obrzędy selenowe sami stawali się
rośliną, metalem, selenitem. A że znali słodycz kopulacji
w gwałcie, także śmierć sobie w spaźmie gwałtu
czynili słodyczą istnienia. I tak pomarli,
słabi ludzie srebrnego wieku.
*
Ich następcom wojna chwałą była. Chwałą i rozkoszą.
Wojna wszystkich przeciw wszystkim.
Eksterminacja wszystkich przez wszystkich.
Z żelaza ich ręce, czoła ich spiżowe, oczy były kamienne.
Hardouści, złorzeczyli bogom.
I gwałt sobie nawzajem zadając, powyginęli.
Snują teraz, cienie, w niesławie, w pustyni Erebu.
nad pojękującym Kocytem,
ludzie ery spiżowej.
*
Ostygł gniew Zeusa. Już-ci Dedal lepi
mowne posągi, zatonie Ikar, przecie furczy
koło garncarskie i piła, Hektor i Achilles
giną mężnie pod Troją, skąd urodą świeci nam
wiekuiście Helena, Uliss do wiernej wraca żony
wrogim morzem... navigare necesse est. Inni
walczyli pod Tebami. Inni osiedli na Wyspach
Szczęśliwych, pod bokiem dobrego Okeanosa,
zbierając potrzykroć zasiew rąk swoich.
Eneasz z ojcem na plecach zbiegł z płonącego Ilionu,
założy miasto — anagram Miłości. Eros
najstarszym z bogów jest, Eneasz — ostatnim
z ery półbogów.
*
O, bodajbym się nie był urodził czasu ich następców!
urodzon, bodajbym zmarł. Żelazny jest czas nasz.
Ziemia nasza poddana srogiemu najeźdźcy,
prawa nasze zdruzgotane,
Nemezis opuściła nas, na zawsze,
przemoc i podstęp zasiadły na tronie,
i nie ma nie ma ratunku w deltach rzek zapuszczenia
żelaznej ery.
Paryż, 4 czerwca 1967

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz