Przychodzą umarli




Umarłych by nie było

wśród nas Gdybyśmy tego nie chcieli

umarłych by nie było Gdyby

nie dom zbudowany przez nich

namalowany obraz Posadzony las

gdyby wszystko nie było z nich

a później dopiero z nas



nieoswojeni z umieraniem

wprawiamy się w zapominanie

w rośnięcie Hodowanie dzieci

zaorywanie grobów



umarli są bezradni Ale

nagle drgnie obraz Zatrzyma się zegar

spadnie wazon Skrzypi podłoga

a w śnie Cmentarzu złudzeń i marzeń

przychodzą umarli Trochę grają

widać że chcą być zwykli

siadają przy nas Milczą

czasem radzą jakby ostrzegają

nie mówią o piekle ani o raju



są nieśmiali

jeśli przynaglam Nie przychodzą

omijają moje życie

ale jednak są Nagle siadają przy stole

stoją pod drzewem Idą z nami drogą

są otwarci Ale jakby półprzymknięci Ukryci

Do umarłych których umiem wzywać

wychodzę do nich pierwszy

bez nich niebo i dom się zawali

nawet ten z wierszy



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz