Świat zmieniliśmy w słowa
ust dla nich nie starczy
twarze pomalowaliśmy
na kolor wojenny
barw narodowych.
O gdzie jest nasza Wielka Mama
sen spływa z jej sutek
noc była spokojna
pełna przyrodzonych strachów
człowiek był dobry dla zwierzat
w Zoo ichtiozaurów nie trzymał
człowiek zabijał człowieka
tylko gdy mu smakował
głodu jeszcze nie było
z Drzewa Poznania spadały
owoce i gniły
nikt nie grodził raju
drutem kolczastym
każdy mówił do siebie
nikt go nie słuchał
z litości narodził się szpicel
wolno szły żółwie
czas z nich zsiadał
co chwila.
Głowę noszę wysoko
czas mi ją przetrącił
kość stwardniała do szpiku
strzec się muszę sztywności
tacy padają plackiem.
Nie ogniotrwali ludzie
mojej młodości
niebo zadymione nimi.
Wzrok hebluje pejzaż.
Pozwolić gwiazdom świecić
co już nie istnieją?
Rumieńmy się tęczą nadziei
wszystko jest grą która ostra
stają dęba konie szachowe
tak przekorna człowiecza myśl
gdy jej się zrodzić nie dano.
Wieżę Babel wykończono
ludzie weszli do nieba
strach ma puste oczodoły
całuje liryki usta bezzębne.
Korniki Morse'em
pokryły kory.
Styl niszczenia określa epokę.
Nasze profile w niej
jak paprocie w węglu
Zoo paleontologii
żywe obok nas.
Sny wyszły z łona matek
w ulicę stromą spadzistą
tam pod numerem dziewiątym
ordynuje
Herr Doktor Freud.
Mówcom z ust wypadały
litery wykrzykniki kropki.
Z senników bezsenności
wyciągano wnioski
jak topielców
z deszczów
zerwanych z chmury.
Dziurkami fujarki
żmija się przeplata
drga języczek melodii.
Pachną kwiaty suszone
w sklepach zielarskich
lekarz nuty wpisuje do recept.
Piękna nasza epoka
jak każdy monolit
wewnątrz elektryczna
w knyszu my
każdy pieczony
w celsjuszu
swego żaru.
Wszystkie fale — daremne kotwice
chcą zahaczyć o brzegi
brzemienne
słowo zsiadają pojedynczo
na ląd
słotne westchnienia
liturgicznej ciszy.
Uszy na brzegu
muszle
ślimaczą w nich echa maleńkie.
Czego tknąć dzwoni
system aluzyjny
układ nerwowy
dnia
płynie w nim krew
nie znajdując
serca.
Czas zmienia swoją postać
zdycha zmartwychwstaje
słyszałem chód zegarków
na sercach zastygłych.
Twórzmy Ziomkostwa
Wygnanych z Raju!
Mam tabakierę pełną optymizmu
kicham gdy trzeba
nie mówią: "Na zdrowie!"
manier się oduczono w obozach komorach
na polach bitew w miastach pod gruzami.
Confiteor w zmartwychwstanie manier!
Nocą budzi się ktoś
albo krzyczy ze snu:
"Jest tylko dziewięć przykazań!"
Nie doliczył się na palcach
jeden był na cynglu.
I to nieprawidłowy.
Módlmy się od amenów
z powrotem
może przed alfą modlitwy
pochwycimy Boga.
Zdania stoją obok siebie
przypadkowo jak ludzie
ale muszą się w końcu
z sobą oswoić.
Krwi czerwona nić
zszywa wszystko w całość.
Stanisław Jerzy Lec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz