Lutnia po Bekwarku







Jakże mocno w południe pachną lipy w parku

I jaki chłód od rzeki, jak jej rzeźwość wabi!

Teraz siano skoszone na łące się grabi.

Na starej ławce leży lutnia po Bekwarku.



Świerszcz zagrał, i na lutni drgnęła struna czysta,

Widzę, że padł na ławkę złoty słońca promień.

O lutnio! Nie chcę szczęścia ani oszołomień,

Lecz chcę cię dotknąć ręką, niegodny lutnista.



Już zamilkły sarabanda i włoska pawana,

Wzeszły gwiazdy na niebo, jest cisza dokolna.

I wtedy Jan cię dotknął. I pod ręką Jana

Zadrgałaś jak plusk rzeki, jak muzyka polna.



W lasach zwierz się przemyka, w wodach od ryb czarno,

Pełne ludu gościńce, słońca biją łuny,

Organami brzmi kościół, rynki — ciżbą gwarną,

A on pogląda w niebo i stroi twe struny.



Kto jesteś, o młodzieńcze, który oto nocą,

Strząsając pył księżyca z uwieńczonej głowy

Jak senny suniesz, w struny bijesz z całą mocą,

Goniąc znikły w alei cień sukni balowej?



Ktoś bzu gałąź pod oknem poruszył liliową,

To powiał wiatr wiosenny i okno odmyka.

Stoję w oknie i słucham, jak płynie muzyka.

Myślałem, że zapomnę. Pamiętam na nowo.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz