Zimowa nędza


Jeszcze śpi szara ulica, w zimno i śnieg omotana...

Wiatr — bezdomny — on dotąd nie śpi.

I przez noc całą przebiega ulicę,

Wieje śniegiem i pyłem, skomle kąśliwie i głucho...


W bramach już ludzie półzbudzeni,

Już małe światła w oknach słabo świecą,

Przez wrota się przewleka niby sznur

Szorstki, schrypnięty gwizd fabryki.


Któż to jest — ta pierwsza w nowym dniu,

Co przystanęła na chwilę na rogu

I rozgląda się wokół wzrokiem nienawiści,

I po chwili znów idzie prosto wzdłuż ulicy?


To stara, zmarzła, szara zimowa nędza

Budzi się pierwsza z przekleństwami

I pierwsza ulicą, przeklinając, idzie

Taszcząc ciężkie wiadro węgla w swej skostniałej ręce.


Mani Łejb

przekład Zbigniew Jerzyna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz