Jeszcze śpi szara ulica, w zimno i śnieg omotana...
Wiatr — bezdomny — on dotąd nie śpi.
I przez noc całą przebiega ulicę,
Wieje śniegiem i pyłem, skomle kąśliwie i głucho...
W bramach już ludzie półzbudzeni,
Już małe światła w oknach słabo świecą,
Przez wrota się przewleka niby sznur
Szorstki, schrypnięty gwizd fabryki.
Któż to jest — ta pierwsza w nowym dniu,
Co przystanęła na chwilę na rogu
I rozgląda się wokół wzrokiem nienawiści,
I po chwili znów idzie prosto wzdłuż ulicy?
To stara, zmarzła, szara zimowa nędza
Budzi się pierwsza z przekleństwami
I pierwsza ulicą, przeklinając, idzie
Taszcząc ciężkie wiadro węgla w swej skostniałej ręce.
przekład Zbigniew Jerzyna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz