Mnie do niewoli wziął smutek, co nad mrocznymi polami
Na rozrzuconych w przestrzeni samotnych drzewach spoczywa.
Zsiniałe, posępne niebo spoziera w dół zapłakane
Przez mgły białawe, jedwabne — w nich boleść i żałość tkliwa.
Zmierzchy różowe i ciche mrą niby dzieci samotne,
Spokojna noc w chorobliwie pobladłej poświacie tonie.
Świty się budzą jak uśmiech na ustach konającego;
Jakby wstydziły się siebie, dni wypływają w welonie.
Wąskie rzeczułki błądzące pośród wierzb naburmuszonych,
Łąki, na których się dzieje kwiatów ubogich kwitnienie,
Małe brzozowe zagaje na bezgranicznych rozłogach —
W przepaściach uczuć posępnych jedyne jasne marzenie.
Urzekł mnie kraj, do którego burze nie mają dostępu,
Kraj, gdzie wietrzyki się kłębią, mgła słońce spowija biała,
Kraj, który tęskni do żałości i czeka w ciągłym zwątpieniu,
Kraj, gdzie się moja stęskniona pieśń w zamyśleniu tkała.
przekład Leopold Lewin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz