W półświetle szyb jesień mi się przyśniła,
Ty i koledzy w gromadzie błazeńskiej.
Jak sokół, który z nieba krwi dobywa,
Siadało serce moje na twej ręce.
Ale czas szedł, starzał się i upływał,
I szronem posrebrzając okien ramy,
Zorza z ogrodu płakała na szybach
Późnego września krwawiącymi łzami.
Czas szedł i starzał się. I jak lód nikły
Trzeszczał i tajał kruchy jedwab krzeseł.
Wtem się zacięłaś, usta twe zamilkły
I sen jak odgłos dzwonu zmilkł i przeszedł.
Zbudziłem się. Po jesiennemu przyćmione
Było świtanie, wiatr, uchodząc pędem,
Niósł jak biegnący za wozem deszcz słomek
Po niebie brzóz umykających grzędę.
1913-1928
Borys Pasternak
przekład Seweryn Pollak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz