Jeśli ziemia poskąpi mi złota,
będę łuskać je z kraterów nieba,
pośród gwiezdnych bezbrzeżnych rozłogów
będę pilnie i cierpliwie grzebać.
Jeśli ziemia mych snów nie objaśni,
a mój sen to raniony włóczęga,
zbudzę cienie mojej matki z baśni,
ciemnej baśni jak dławiąca wstęga.
Owijała się nią w złych przeczuciach,
teraz ją zapytam z bytu w niebyt,
czy ją ciągle lęk chaosu budzi,
czy Bóg śmiercią nas koi z potrzeby?
Czy też koniec to rzeźnia i ogień?
Wieczność, która lży ciebie robactwem?
Ślepy, głuchy żebrzesz przed jej progiem,
zanim staniesz się jej niemą pastwą?
Awraham Chalfi
przekład Aleksander Ziemny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz