Listopadowa ofiara




Jestem niegodny tych pól i bruzd,

       niegodny tego nieba, które swe bezwładne znaki

wpisuje w moją pamięć na nowe tysiąclecie,

       niegodny tych lasów, których nawałnice

wraz z burzami miast wdzierają się w moje starzenie.

       Jestem niegodny tych matek na zboczu i niegodny

chłopów, którzy brną przez swoje dni

       z krowami, gruszami, pijaństwem i kosami.

Jestem niegodny tych gór i wież kościelnych,

       niegodny jednej gwiaździstej nocy

i niegodny ścieżek wszystkich żebraków,

       które kończą się w smutku.

Jestem niegodny tej trawy, która chłodzi moje członki,

       pni drzew, które północ

wpędza w okrutne kalectwo deszczem

       i cieniami młokosów

składających moszczowi listopadową ofiarę

       wśród czarnych wzgórz, co dźwigają moją przemijalność.

Jestem niegodny tych procesji,

       które maj wyprowadza spośród kwitnących jabłoni,

z mleka i miodu, sławy i zgnilizny,

       z dawna mi zapewnionych.

Jestem niegodny wśród księży, rzeźników i handlarzy,

       niegodny przepowiedni tych ogrodów,

niegodny niedzieli, która swój słodki dym wypluwa w błękit.

       Niegodny jestem opuszczonych dziewcząt z czerwonymi plamami

w tym pejzażu, który liczy tysiące lat,

       a jego chleb ma smak głodu i zmarłych,

próżności i zmartwienia matek,

       co nie mogą uciec od swej męki,

męki zapomnianych, których słońce pali na polach.

       Niegodny jestem kosa, niegodny skrzypiącego koła młyńskiego,

niegodnie toczę swoją grę na brzegach rzeki,

       która nie chce słyszeć o wsiach.

Jestem niegodny tych dusz, które w chmurach i w zaroślach

       opowiadają sobie o kwitnącej ziemi,

o muzyce konającego nieba,

       o wielkim opuszczeniu, co przemyka nad wzgórzami,

niecierpliwie wyprzedzając burzowe zimy świata.



Thomas Bernhard

przekład Sława Lisiecka i Zdzisłw Jaskuła

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz