Tren bez akompaniamentu







Nie godzę się, by grzebano bijące serca w ziemi,

Chociaż to jest los wspólny tych, którzy się rodzą.

W ciemność zstępują mądrzy i piękni. Ozdobieni

Kwiatem lilii i liściem lauru, lecz ja się nie godzę.



Kochankowie i mędrcy, każdy z was przeminie,

Jednym będziecie z głuchym, obojętnym prochem.

Kto jeszcze was zrozumie, kto jeszcze pokocha,

Gdy zostaną formuły, lecz najlepsze zginie.



Miłość, uśmiech, odpowiedź, co umysł zapala,

W ziemi są, korzeń róży ściśle je oplata.

Kwitnie pąk. Pąk pachnący. Wiem, lecz nie pochwalam.

Droższe mi twoje oczy niż wszystkie róże świata.



W dół, w dół idą, otwarty przed nimi się czerni,

Uprzejmi, dobrzy, piękni schodzą po stromej drodze.

Spokojnie idą mądrzy, dowcipni, dzielni.

Wiem. Lecz nie pochwalam. I z tym się nie godzę.



Edna St. Vincent Millay

przekład Halina Poświatowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz