Nie wiem, jak się czują inni, moi rówieśni,
Wśród mebli, co długie losów koleje
Przeszły, kupione za życia dziadków lub wcześniej,
Lecz wiem, co to ze mną wtedy się dzieje
Zawsze.
Bo ja widzę ręce dawnych pokoleń wielu,
Jak się ciągle tymi gałkami cieszą
I ząbkami, i każdy błyszczący bibelot
Chwytają, jego staromodną pieszczą
Formę.
Ręce za rękami, coraz bledsze i bledsze,
Jak pomiędzy lustrami zapalone
Światło, coraz niklejsze, gdy odchodzi w przestrzeń,
Choć obraz przechowują zapatrzone
Oczy.
Na matowej zegara tarczy mglisty palec
Chce nastawić godzinę: waha się, podrywa,
Znów się zatrzymał, znowu podlatuje dalej,
Jak ćma w noc letnią, w moją stronę chyba
Pełznie.
Na tej starej wioli też tańczą jakieś ręce:
Przebiegają po strunach, tak jak ongi;
Cofa się smyczek, drgnął, znów skacze w przód co prędzej,
Tak, jakby chciał te żałosne postronki
Przeciąć.
A nad skrzynią z podpałką rozbłysk jakiejś twarzy
Widzę: nagła ją chwila, zanim strąci, wznosi
Z mroku, kiedy się popiół szkarłatnie rozrzaży
Od iskry krzemiennej i znów w ciemności
Gaśnie.
Tak, tak. Lepiej się zbudzić. Niech coś dziać się zacznie.
Dzisiejszemu światu nie jest potrzebny
Człowiek, który na rzeczy patrzy tak dziwacznie.
Jeśli ma tak żyć, niechby raczej w niebyt
Zapadł.
Thomas Hardy
przekład Zygmunt Kubiak

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz