W Rzymie słońce ssie ciemne rzeczy,
rośliny i mury, aby się nacieszyć
ich smakiem, idąc od dołu,
przez zgięcie kolana, między palcami stóp,
a one, rozpalone, powoli się rozpuszczają,
oddają świetliste ciepło, którym zaledwie wczoraj
słońce ugryzło je w usta.
Światło w Rzymie wcześnie wchodzi do twojego domu,
gdy jeszcze śpisz, jak gdyby było
kobietą, która cię zna, w każdym pokoju
coś przestawia, pozwala spaść wazonowi, kluczom,
sukience, a kiedy znów zapada cisza,
w kolorze surowego różu widzisz jej łono,
pachwinę tuż przy wargach swoich oczu.
Vanni Bianconi
przekład Joanna Wajs
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz